Blog

Stresujcie swoje koty!

Kiedy widzimy na kocie guza wielkości pomarańczy (albo dwóch) lub badamy wychudzone ciałko, które słania się z powodu anemii i żółtaczki, bo wymiotowało od miesiąca, z tyłu głowy zawsze mamy pytanie – dlaczego nie przyszliście wcześniej? Wtedy kiedy jeszcze dałoby się coś zrobić? To znaczy, teraz też spróbujemy, a przynajmniej zaproponujemy podjęcie próby leczenia, ale nie ulega wątpliwości, że teraz będzie trzeba zrobić dużo więcej, będzie dłużej, ciężej i drożej.

Dlaczego przychodzicie dopiero teraz? Nie zadajemy tego pytania, bo to nie ma sensu. Najwyraźniej istniał milion powodów. Zresztą, zazwyczaj właściciele (tym razem nie opiekunowie) sami wiedzą, że zawalili sprawę i próbują się tłumaczyć. Najczęściej mówią dwie rzeczy:

Jedna: „Przyszliśmy, bo już dłużej nie możemy patrzeć jak się męczy.”

Zazwyczaj drugie zdanie brzmi: „Bo już nic się nie da zrobić?”, a w domyśle (często wypowiadanym na głos) „To już chyba lepiej go uśpić?”.

Chwała im za dobre serce! Nie mogą już patrzeć jak się męczy, męczy i nie chce umrzeć. Najczęściej rzeczywiście zapada decyzja o eutanazji – bo to jedyny sposób, żeby przerwać ból.

Druga: „Bo my go nie chcieliśmy stresować wizytami. Ale da się go wyleczyć?”

I tutaj mamy problem. W jakimś stopniu wierzymy w dobre intencje opiekunów. Koty potrafią się stresować wizytami u lekarza i często dają się wszystkim we znaki – gryzą, drapią, syczą, uciekają i ogólnie prezentują ciemną stronę swojej natury. Sama decyzja o wyprawie do gabinetu nie przebiega lekko – trzeba wyjąć transporter, zlokalizować kota, założyć rękawice, żeby wepchnąć syczącego, zjeżonego kota do kontenerka, no i przeżyć samą drogę do lecznicy. W jej trakcie kot wyje bezustannie, sika pod siebie, robi kupę, wymiotuje, kręci się wewnątrz transportera tworząc wściekły, przerażony, zaśliniony i śmierdzący kłębek nerwów, w którym nikt nie może rozpoznać kochanego mruczka. Takie wizyty rzeczywiście dają się we znaki WSZYSTKIM i rozumiemy, że następnym razem robicie co w Waszej mocy, żeby tego uniknąć.

Niestety z czasem odbywa się to kosztem kociego zdrowia. Kiedy kot jest coraz starszy, odzywają się choroby (cukrzyca, niewydolność nerek, nadczynność tarczycy, IBD, zapalenie wątroby, zwyrodnienia stawów, choroby zębów, nowotwory). Nikt nie wymyślił lepszego sposobu leczenia chorób przewlekłych niż wczesna diagnostyka. A żeby wcześnie wykryć chorobę, trzeba badać wszystkich w grupie ryzyka. Poza tym nam jako lekarzom łatwiej jest zauważyć, że dzieje się coś niepokojącego.

Łatwiej jest wyciąć guzek wielkości 5 milimetrów niż taki, który rozrósł się do wielkości pomarańczy. “Bo myśmy obserwowali, bo nie chcieliśmy go stresować wizytą. ale da się go wyleczyć?” Naprawdę wszystkim byłoby łatwiej, gdybyście przyszli wcześniej.
Wam – bo mniejsza operacja to mniejsze koszty.
Nam – bo łatwiej się operuje i większe szanse na powodzenie takiej operacji.
Waszemu kotu – bo mniejszy guzek to mniejsze cięcie. Mniejsze cięcie to mniejszy ból. A przede wszystkim mniejszy guz to mniejszy ból.

Nowotwory bolą. Zepsute zęby bolą. Zwyrodniałe stawy bolą. Ból to stres. Przewlekły. Kiedy Was coś boli macie wybór – możecie nic z tym nie robić. Możecie łykać leki przeciwbólowe – dostępne w aptekach, w sklepach, nawet na stacjach benzynowych. Ból jest niekomfortowy. Możecie też iść do lekarza.

Jaki wybór ma Wasz kot? Może go tak boleć, że może już tylko się położyć i zacząć umierać. Albo będzie żył dalej i sobie radził. On nie wie, że może iść do dentysty usunąć chory ząb. Albo do chirurga przeciąć ropień. Czy do internisty, bo ma nadczynność tarczycy, nadciśnienie i ciągle boli go głowa.

Chodzenie z kotem do lekarza oszczędza mu stresu i niepotrzebnego bólu. Proponujemy badania i zabiegi po to, żeby pomóc. Więc raz do roku w dogodnym dla siebie terminie zestresujcie do cholery swojego kota i weźcie go do lekarza!

Niepokojące objawy. Część I – jedzenie.

Często w gabinecie pytamy, czy zauważyliście u swojego kota jakieś niepokojące objawy. Ale równie często okazuje się, że rzeczy, które martwią nas, wcale nie zwracają uwagi Opiekunów, bo kot miał tak “od zawsze”. A przynajmniej na tyle długo, że coś co powinno być odchyleniem od normy, stało się zwyczajne.

Co więc powinno Was niepokoić, nawet jeśli zdarza się “od zawsze”? Rozpoczynamy cykl od najważniejszego, czyli jedzenia.

Kot musi jeść.

Powinno to być wypisane złotymi zgłoskami wszędzie, gdzie mieszkają koty. Co więcej, im bardziej otyły kot, tym bardziej musi jeść. Koty bardzo źle znoszą głodówkę, ich wątroba nie jest w stanie sobie poradzić z brakiem jedzenia. Dochodzi do stłuszczenia wątroby (na które bardziej narażone są koty z nadwagą) i jej niewydolności. Wątroba ma duże zdolności regeneracji i przy szybkiej interwencji lekarskiej proces jest do pewnego stopnia odwracalny, ale generalnie głodowanie u kota szybko staje się zagrożeniem życia. Ludzie i psy są dużo mniej wrażliwi na taką sytuację i chociaż brak apetytu to nic przyjemnego, dzień czy dwa bez jedzenia spokojnie przeżyjemy. Koty już niekoniecznie.

Jeśli więc widzicie, że Wasz kot odmawia jedzenia, szybko zabierzcie go do lekarza. Żeby było trudniej – pamiętajcie, że koty oszukują.

Oszustwo numer 1.

Bardzo często brak apetytu u kota wygląda tak, że kot siedzi nad miską całymi godzinami. Co na niego spojrzymy to coś przeżuwa, tylko no właśnie – przeżuwa, wypluwa, bierze następny kęs, znowu obraca go w pyszczku i jak w końcu się znudzi i odejdzie, to mamy wrażenie że musiał się najeść, a tymczasem kot nic nie przełknął. Takie zaburzenia apetytu często widujemy przy zapaleniu trzustki u kotów, co samo w sobie jest ciężką sytuacją.

Dlatego między innymi dobrym pomysłem są małe wydzielane porcje. Łatwiej nam ocenić, ile kot rzeczywiście zjada. Napełnianie kociej miski po brzegi jest złym pomysłem. Rozgrzebane chrupki wyglądają jakby ich ubyło, a tymczasem kot głoduje.

Oszustwo numer 2.

Starsze koty chorują przewlekle, objawy ciągną się długo – nawet kilka lat. Co charakterystyczne, najczęściej przebiegają falowo – parę dni gorszych, potem parę tygodni lepszych. W ten sposób niepokojące objawy się rozmywają, bo „kot zawsze tak miał”. Do czasu, aż któreś zaostrzenie jest gorsze niż zwykle i kot trafia do lekarza. Tak rzecz się ma z IBD, przewlekłym zapaleniem trzustki, przewlekłą niewydolnością nerek. Tylko że zazwyczaj kot jest już w poważnym stanie i wyniszczony chorobą, która, mimo wysiłków lekarzy, często kończy się śmiercią zwierzęcia.

Oszustwo numer 3.

Żeby było jeszcze ciężej – głodowanie to każda sytuacja, w której organizm nie dostaje tylu kalorii, ile potrzebuje. Może więc być tak, że kot siedzi nad miską i je, i je, i je, ale choroba sprawia, że nigdy nie zje tyle, ile potrzebuje. Tak dzieje się przy nadczynności tarczycy (metabolizm jest tak przyspieszony, że kot szybciej spala kalorie niż je przyswaja) oraz przy cukrzycy (niedobór insuliny powoduje, że kalorie z jedzenia nie są dla kota dostępne).

Tak więc każde zaburzenie apetytu kota powinno zwiększyć Waszą czujność – zazwyczaj wymaga też wizyty w gabinecie.

Kocie imiona

Imiona to strasznie fascynująca rzecz. Często ewoluują i po paru latach zwierzę nazywa się zupełnie inaczej niż początkowo.

sara2.jpg

Sara imię ma hodowlane, ale bardzo do niej pasuje. Kotka wygląda jak inspiracja dla smoka Szczerbatka, za to zachowuje się jak opętana przez szatana – maniakalnie zjada papier toaletowy, biega po ścianach, tarza się na grzbiecie jak ktoś wchodzi do domu i włazi akurat tam, gdzie jej nie wolno – zwykle po to, żeby się tarzać.

 

ruda.jpg

Ruda to Ruda i nie ma tu nic do dodania. Gdyby była człowiekiem to byłaby taką dziwną ciocią, podobną do Cruelli Demon, która jest trochę rodzinną legendą, dzieci się jej boją a dorośli uważają za dziwaczkę. Zamaszysta, zdecydowana, a neurotyczna jak nie wiem co.

 

korki.jpg

Moja mama jak zobaczyła Korkiego, to powiedziała “Przecież on ma oczy jak krokodyl, takie żółte i jeszcze te pionowe źrenice!”. No i miał się nazywać Kroki, ale jakoś to głupio brzmiało, więc od słowa do słowa zmieniliśmy na Korki i się przyjęło.

 

grynia.jpg

Grynia oficjalnie nazywa się Heather na pamiątkę wycieczki do Szkocji. Imię piękne, ale jednak trudne do wymawiania na co dzień, zwłaszcza, że od momentu narodzin kotka była Tygrynią. Moja babcia kiedyś oburzyła się na propozycję, że przyniosę jej kociaka i jako, że niedosłyszała, krzyknęła “Nie chcę tu żadnej Gryni!”.

Czego możemy się dowiedzieć z badania moczu? Część III

Wiemy już jak wygląda prawidłowy wynik i czego szukamy w badaniu moczu. Teraz zobaczymy, co może się okazać, kiedy wyniki odbiegają od normy. W części trzeciej – niewydolność nerek.

Dziś będziemy patrzeć na wyniki badania moczu dwóch kotów z chorymi nerkami.

Jako pierwszy kot B. – szczupły, trochę mniej jedzący, może trochę więcej śpiący, ale generalnie raczej nie zgłaszający specjalnych problemów. Kotek kiedyś miał kłopoty z zapaleniem pęcherza, więc na wszelki wypadek Opiekunowie przynieśli od razu mocz do badania.

mocz2

Na pierwszy rzut oka wynik jest dobry, bo nic w tym moczu nie ma – ani cukru, ani ketonów, ani żadnych barwników. Nie ma nawet odrobiny białka, żadnych krwinek, bakterii jest bardzo mało, a odczyn dobry. Jedynym, co odbiega od normy jest obniżony ciężar moczu. O czym to świadczy?

Podstawową funkcją nerek jest filtrowanie krwi i dokonywanie selekcji – co zostaje w środku kota, bo jest potrzebne, a co mu szkodzi, więc musi być usunięte. Z tego co jest usuwane powstaje mocz. Woda co do zasady jest ważna dla kota i powinna być oszczędzana. Zazwyczaj pierwszą rzeczą, która psuje się w chorych nerkach, jest właśnie zdolność zagęszczania moczu. Obniżony ciężar właściwy świadczy o niewydolności nerek. Nerki nie potrafią skutecznie zatrzymywać potrzebnej wody i produkują rozrzedzony mocz. Kot usiłuje się ratować i wypija więcej wody. Ale to niestety nie rozwiązuje jego problemu, bo z powodu chorych nerek nigdy nie wypije tyle, ile potrzebuje. Poza tym razem z wodą z organizmu kota uciekają różne jony i witaminy – dlatego w leczeniu niewydolności nerek potrzebne są kroplówki, które będą uzupełniać tracone elektrolity.

Tak też było u B. Badanie krwi potwierdziło podejrzenie niewydolności nerek i to niestety w zaawansowanym stadium (czwartym, czyli ostatnim).

badmoczu.jpg

To jest straszny koci problem – kiedy koty pokazują, że chyba coś słabiej się czują, to naprawdę czują się wprost fatalnie. A choroba jest w zaawansowanym stadium i bardzo trudna do leczenia. Dlatego zawsze namawiamy, żeby raz w roku starszego kota obejrzał lekarz. Warto też zrobić badania kontrolne – krwi i moczu. Wtedy mamy szansę uchwycić początek choroby.

Kotka C. też w sumie nie pokazywała, żeby coś było mocno nie tak. Opiekunom wydawało się, że jest trochę nieswoja, ale jadła i piła normalnie. Spójrzmy na wynik badania moczu:

mocz3

Znowu mamy obniżony ciężar, więc domyślamy się, że coś się dzieje z nerkami. Wiemy, że kotka na pewno nie ma cukrzycy, nie mamy podstaw żeby podejrzewać problemy z pęcherzem (nie ma krwi ani kryształów).

Widzimy, że jest dużo białka, dodatkowo mocno podniesiony stosunek białka do kreatyniny mówi nam o tym że to białko pochodzi z nerek. Oprócz wody są jeszcze inne substancje, których zdrowe nerki nie powinny się pozbywać, między innymi jest to białko. Utrata białka przez nerki świadczy o poważnym problemie.

Zrobiliśmy badanie krwi, które potwierdziło, że C. ma chorobę nerek.

mocz4

Widać, że nerki nie pracują prawidłowo – gubią białko, tracą potas, nie umieją się natomiast pozbyć mocznika i fosforu. Kreatynina jest jeszcze w normie, więc choroba nie jest bardzo zaawansowana, chociaż musimy pamiętać, że kiedy psują się wyniki badania krwi to w zasadzie pracuje już tylko ¼ nerek, cała reszta uległa zniszczeniu. Zniszczenie to czasem jest odwracalne. Tak dzieje się w przypadku ostrej niewydolności nerek i jeśli szybko podejmie się leczenie to często udaje się przywrócić prawidłową pracę. Ale w przypadku przewlekłej niewydolności, kiedy nefrony (czyli mikro kłębuszki w nerkach, które filtrują krew) ulegają powolnemu zniszczeniu – możemy tylko spowolnić postęp choroby, ale nie odbudujemy tego co straciliśmy.

Sprawdziliśmy, czy powodem zapalenia nerek nie jest infekcja – zrobiliśmy posiew, ale brak wzrostu bakterii upewnił nas, że przyczyny należało szukać dalej.

moczposiew1

Badanie usg pokazało jak wyglądają nerki i nasunęło podejrzenie choroby nowotworowej.

moczusg

Biopsja potwierdziła, że mieliśmy do czynienia z chłoniakiem.

Dwa różne koty, u których na pierwszy rzut oka nic poważnego się nie działo. Wyniki badania moczu nie były specjalnie spektakularne, ale sprawiały że zaczęliśmy przyglądać się bliżej tym kotom. Badanie krwi oraz usg pozwoliły na dokładne określenie przyczyny i stadium choroby. Czy wobec tego warto było bawić się w badania moczu?

Tak!

Badanie moczu jest:

  • nieinwazyjne – nie wymaga obecności pacjenta w gabinecie, więc mniej stresu dla wszystkich,
  • wygodne – możecie pobrać materiał w domu, o dowolnej porze,
  • tanie – w porównaniu do badania krwi czy badań obrazowych to naprawdę niewielki wydatek
  • niezawodne jeśli chodzi o rozpoznanie choroby nerek, cukrzycy i zapalenia pęcherza czyli bardzo popularnych kocich chorób.

 

Pamiętajcie – u kotów starszych niż 7 lat badanie robimy dwa razy w roku!

Surowe czy gotowe?

Jakiś czas temu natknęłyśmy się na artykuł o żywieniu kotów. Trochę się zgadzamy z jego treścią, a trochę nie, więc polemizujemy. Generalnie zależy nam na tym, żeby nasi pacjenci żyli jak najdłużej. Same jesteśmy właścicielkami kotów i dbamy o ich zdrowie, bo je kochamy. Więc obalamy mity!

“Obróbka termiczna mięsa nie jest wskazana – kot to istota mięsożerna, w naturze swoje ofiary spożywa na surowo.” W naturze my też jadaliśmy rzeczy na surowo, a dodatkowo często nie przeżywaliśmy zimy i przednówka oraz dzieciństwa i porodu. Na szczęście mamy XXI wiek i cywilizację. Mamy pełne sklepy, telefony z dostępem do internetu, lodówki, medycynę i nie mieszkamy w jaskiniach – mimo że są naturalne.

“Jeśli jesteśmy w stanie prawidłowo żywić nasze rodziny, malutkie dzieci, to i jesteśmy w stanie nauczyć się przygotowywać posiłki dla naszego kota.” Najlepiej w następujący sposób: “z wielu elementów różnych zwierząt „składamy” jedną tuszkę. Czyli dajemy jedno serce, jeden mózg, dwa płucka etc. Dopasowujemy organy wielkością do siebie i do wielkości naszego zwierzęcia.” Wydaje nam się, że to trochę aroganckie. Brzmi jak sugestia, że jesteście złymi właścicielami, jeśli wolicie otworzyć saszetkę zamiast porcjować surowe mięso. Nad tą saszetką też siedzą ludzie, którzy opracowują jej skład. I mimo że są zatrudniani przez koncerny, to jednak wiedzą co robią. I owszem są karmy bardzo dobre, średnie i takie sobie – ale na pewno żadna nie ma na celu powolnego zabijania Waszego kota!

“Czy salmonella, którą nas straszą, zagraża naszym kotom?” Może raczej spytajcie, czy zagraża Wam? Albo Waszym dzieciom? Bo z całym szacunkiem do Waszych kotów, to jednak nie chcemy żeby cała rodzina cierpiała na zatrucie pokarmowe, bo w zamrażarce oprócz babcinych pierogów leżało surowe mięso z surowym żółtkiem dla kota.

“Należy też pamiętać, że kot żywiony prawidłowo ma niskie pH w żołądku, które również jest jego bronią w walce z patogenami.” Pamiętajcie też, że nawet najbardziej prawidłowo żywiony kot może być chory – może cierpieć na wrzody żołądka, nowotwór, przewlekłe zapalenie żołądka i jelit (tzw. IBD). I winne są raczej geny, a nie Wasz sposób żywienia.

“Z punktu widzenia behawioru kotów pozostawianie pełnej miski pożywienia nie jest zalecane. Oczywiście mówimy tu o w pełni zdrowym kocie. Wszelkie odstępstwa od normy powinny być konsultowane z doświadczonym lekarzem weterynarii oraz kocim behawiorystą lub zoopsychologiem. Karmienie godzinowe nie prowadzi do przekarmiania kota i otyłości. Prowadzi do kontroli tego, ile kot zjada i jaka jest jego porcja. Pozwala to sprawować nadzór nad dietą podopiecznego. Pozwala także, w kwestiach behawioralnych, do unormowania kociego dnia oraz kocich zachowań behawioralnych. To właśnie pełna miska kociego pożywienia może być jednym ze źródeł negatywnych kocich zachowań takich jak atakowanie/nękanie innych zwierząt czy też człowieka. Kot w naturze poluje nawet do 35 razy na dobę.” Tu pełna zgoda.

Kot musi jeść. To dla każdego Opiekuna kota prawda objawiona. Kota nie można głodzić ani pozwolić mu nie jeść. Jeśli Wasz kot odmawia jedzenia albo ma wyraźnie gorszy apetyt, powinien zostać obejrzany przez lekarza. Dlatego że niezależnie od powodu niejedzenia, głodówka nawet trwająca tylko dzień, może znacznie pogorszyć jego stan. Idealna sytuacja to kot jedzący mało a często.

Kot ponadto musi się bawić. Tym razem dużo i często. W ten sposób zaspokaja instynkt łowiecki. Polowanie na kawałek mięsa może być elementem takich zabaw, dobrze sprawdzają się na przykład szyje indycze, które kot obgryza, pod warunkiem, że zabierzecie je zanim kot dobierze się do kości. Jeśli nałożycie mu na miskę gotową porcję, to mimo że zjadł “naturalne” surowe i tak musicie wziąć wędkę i pobawić się w polowanie. Więc jeśli wygodniej Wam otworzyć puszkę to śmiało. Podobnie jeśli Wasz kot uwielbia polowanie na chrupki rzucane po pokoju – w ten sposób ma zapewniony ruch, emocje, kontakt z Wami oraz obiad.

Poza tym nie zapominajmy – mówimy o kotach, a to dziwaki pierwszej klasy 😉 Są takie które zjedzą wszystko. Niektóre mają swój ulubiony rodzaj karmy i nawet nie spojrzą na nic innego. Czasem wolą mokrą, czasem suchą, a czasem surowe mięso. Niektóre można nauczyć zmiany przyzwyczajeń, ale nie zawsze się to udaje. Dużo zależy od genów kota, a także od wczesnej socjalizacji oraz późniejszych nawyków żywieniowych, czasem mówi się że nawet od diety kotki ciężarnej.

Chcecie karmić karmą z pierwszego miejsca rankingu najlepszych karm świata? Super. Ale pamiętajcie, mimo tego Wasze zwierzę nie będzie niestety żyło wiecznie. Jeśli Wasz kot domaga się na na jakiś czas najtańszego przysmaku z supermarketu, zróbcie mu tę przyjemność.

Chcecie podawać zwierzakowi surowe mięso z dodatkiem suplementów? Idealnie. Ale jeśli jesteście w ciąży, macie w domu malutkie dziecko, kogoś ze słabszym układem odpornościowym (po przeszczepie lub w trakcie leczenia onkologicznego – chemioterapii lub naświetlań) to może nie być najlepszy pomysł. Pamiętajcie, że przechowywanie surowego mięsa w tej samej lodówce czy zamrażarce to loteria. Nie chcemy żeby Wasi najbliżsi ucierpieli. Przejście na jakiś czas na gotową karmę lub gotowane mięso nie zaszkodzi zwierzakowi.

Macie dwójkę dzieci, kredyt na 30 lat i średnią krajową, a przygarnęliście biedę ze schroniska? Nie macie czasu na wyliczanie proporcji surowej diety, na top karmę Was nie stać i wybraliście średnią półkę w markecie? Też dobrze! Tylko pamiętajcie, że kiedyś może nadejść moment, że potrzebna będzie bardziej specjalistyczna dieta, która może oznaczać większe koszty żywienia pupila.

Nie zamierzamy oceniać żadnego z tych wyborów. Bo wszystkie mają swoje za i swoje przeciw. Chcemy żebyście świadomie wybrali rozwiązanie najlepsze dla Was. Nie chcemy, żebyście mieli poczucie winy, że to być może Wasz wybór jedzenia przyczynił się do choroby zwierzaka.

Wszyscy właściciele są mile widziani w gabinecie weterynaryjnym. Wszystkim poświęcamy czas, uwagę i tak samo starannie zajmujemy się Waszymi zwierzętami. Pamiętajcie, że my i Wy mamy wspólny cel – chcemy, żeby Wasz zwierzak jak najdłużej był zdrowy! Prowadzą do tego różne drogi, wybierzcie właściwą i wygodną dla Was.

Czego możemy się dowiedzieć z badania moczu? Część II

Wiemy już jak wygląda prawidłowy wynik i czego szukamy w badaniu moczu. Teraz zobaczymy, co może się okazać, kiedy wyniki odbiegają od normy. W części drugiej – zapalenie pęcherza.

Kotka A. trafiła do lecznicy z powodu takich objawów:

  • czasem oddawała mocz poza kuwetą,
  • ostatnio częściej chodziła do kuwety, ale nie zawsze robiła siku,
  • zdarzało się, że kopała w piasku, przykucała, miauczała i wyskakiwała z kuwety,
  • w bryłkach żwirku lub kałużach moczu widoczne były czerwone pasemka krwi.

Objawy trwały przez parę godzin lub kilka dni, potem mijały, ale cała historia trwała parę miesięcy. Kotka poza tym czuła się świetnie, miała apetyt i była towarzyska, jedynie częściej lizała brzuch.

Oto co wyszło w badaniu moczu:

mocz1

Ciężar moczu jest prawidłowy, czyli wiemy że nerki pracują prawidłowo.

Odczyn jest obojętny – może się tak zdarzyć u zdrowego kota i jeśli zwierzę nie ma żadnych niepokojących objawów i reszta badania jest w porządku, raczej nie należy się tym przejmować. Aczkolwiek prawidłowy odczyn moczu u kota to słabo kwaśny. U tej kotki jednak jeszcze inne parametry niepokojąco odbiegają od normy.

Jest dosyć dużo białka. Zazwyczaj wiąże się to ze stanem zapalnym. Kiedy oznaczamy dodatkowo poziom kreatyniny w moczu, możemy wyliczyć proporcję, czyli stosunek białka do kreatyniny (oznaczany czasem skrótowo jako UPC – Urine Protein Creatinine Ratio). Jeśli mieści się w normie (jak w tym przypadku) jesteśmy spokojniejsi – oznacza to, że białko pochodzi z dolnych dróg moczowych, czyli pęcherza lub cewki. Podniesiona proporcja jest bardzo niebezpieczna, oznacza że białko pochodzi z nerek, a to nie powinno mieć miejsca.

Nie ma cukru ani ketonów, więc wiemy że kotka na pewno nie ma cukrzycy.

Ponadto widzimy, że obecne są barwniki krwi oraz całe krwinki białe i czerwone – potwierdza się krwawienie w obrębie dróg moczowych oraz stan zapalny.

Flora bakteryjna jest mierna – czy oznacza to, że na pewno nie ma infekcji? Niekoniecznie.

Nie znaleziono także kryształów w moczu – czy to na pewno wyklucza obecność kamieni? Niestety też nie.

U kotów zapalenia pęcherza mają często charakter idiopatyczny lub winne są kamienie. Kotce A. nic się nie zmieniło w życiu, nie było żadnych stresujących wydarzeń, nowych kotów ani domowników, a humor jej dopisywał. Ponieważ była starszą kotką z nadwagą, zdecydowaliśmy się wykonać prześwietlenie jako proste i szybkie badanie i mieliśmy odpowiedź, co się dzieje.

kamica1

Ukazały się piękne kamienie w pęcherzu. Wiemy że przewlekłym kamicom często towarzyszą wtórne infekcje bakteryjne, bo bakteriom łatwiej przeżyć kiedy w moczu pływa dużo krwi. Zrobiliśmy posiew moczu, okazało się że słusznie.

moczposiew

Antybiotyk przyniósł kotce ulgę i zwiększył bezpieczeństwo zabiegu operacyjnego. Usunęliśmy kamienie i zbadaliśmy ich skład.

moczskladkamieni

Szczawiany wapnianierozpuszczalne. Kiedy utworzą kamienie, operacja jest jedynym wyjściem. Po niej skupiamy się na zapobieganiu, dieta jest bardzo ważna. Najlepiej sprawdzają się specjalne karmy. Ważne też żeby kot wypijał odpowiednią ilość wody.

Fosforany amonowo-magnezowe, czyli struwity są bardzo powszechnie spotykane. Na szczęście są rozpuszczalne i na początkowym etapie choroby sama zmiana diety prawdopodobnie wystarczy.

Z prostego badania wysnuliśmy bardzo wiele wniosków, a całość zakończyła się poważną operacją. Ale było warto – kotka A. czuje się świetnie, sika tylko do kuwety i nic jej nie boli. Poza tym na przykładzie A. widać wyraźnie dlaczego nie ma sensu analizowanie wyników na odległość i w oderwaniu od pacjenta. Informacje od Opiekuna i badanie kliniczne to absolutne podstawy, żeby postawić diagnozę i skutecznie leczyć.

Czego możemy się dowiedzieć z badania moczu? Część I

To bardzo proste i bardzo tanie badanie pozwala dowiedzieć się mnóstwa rzeczy. Przede wszystkim możemy ocenić funkcjonowanie układu moczowego. Ciężar moczu mówi nam o wydolności nerek. Ilość białych i czerwonych krwinek oraz białka pozwala rozpoznać stany zapalne nerek i pęcherza moczowego. Rodzaj kryształów mówi o problemach z kamicą lub chorobach wątroby.

Sprawdzamy obecność cukru i ketonów w przypadku cukrzycy. Oznaczamy też poziom barwników żółciowych, żeby rozpoznać niewydolność wątroby. Możemy sprawdzić poziom kortyzolu (hormonu nadnerczy), jeśli podejrzewamy chorobę Cushinga.

Badanie moczu pozwala nam się szybko zorientować w poważnych schorzeniach. Jednocześnie jest szybkie i całkowicie bezinwazyjne. Mocz do badania można pobrać o każdej porze, niezależnie od stanu najedzenia zwierzęcia. Koszt jest niski, a wyniki mogą naprawdę bardzo dużo ujawnić na temat stanu zdrowia czworonoga.

Posiew moczu wykonujemy przy podejrzeniu infekcji bakteryjnej. Najbardziej narażone na zakażenia układu moczowego są zwierzęta cierpiące na przewlekłą niewydolność nerek, cukrzycę, chorobę Cushinga oraz samce z problemami z prostatą. Mocz do takiego badania najlepiej pobrać przez nakłucie pęcherza moczowego. Wiemy że brzmi to strasznie, ale wykonujemy to najczęściej pod kontrolą usg, igła jest bardzo cienka a ból jedynie taki jaki jest związany z ukłuciem. Wyniki natomiast są najbardziej wiarygodne. Nie ryzykujemy zanieczyszczenia próbki bakteriami z kociej kuwety, z sierści i skóry czy z napletka bądź pochwy. Unikamy w ten sposób niepotrzebnego podawania antybiotyków, bo mamy pewność, że leczymy infekcję która na pewno znajduje się w obrębie układu moczowego.

Poniżej możecie zobaczyć prawidłowy wynik badania ogólnego moczu:

moczprawidlowy

Czego nie będzie

Generalnie jestem otwarta na wszelkie możliwe tematy. Możemy rozważać, czy sucha karma zabija koty (nie), czy rodzaj pożywienia i sposób karmienia są ważne (tak), czy należy przeprowadzać sterylizacje kotek ciężarnych (no będziemy dyskutować) i czy koty bardziej chorują niż kiedyś (rozważymy). W zasadzie ile kotów i ilu opiekunów, tyle jest tematów do przemyśleń. I naprawdę jestem ciekawa Waszego zdania, Waszych historii i jestem gotowa prowadzić te dyskusje i rozważania.

Ale.

Są tematy których nie zamierzam poruszać. Bo sorry, ale mamy XXI wiek i dyskusje o tym czy Ziemia jest płaska (nie jest) naprawdę są żenujące. Zdaję sobie sprawę, że wyznawcy płaskiej ziemi istnieją (all around the globe), ale nie zamierzam tracić czasu i energii na jałowe dyskusje.

Tematy zamknięte obejmują również:

  • szczepionki – są bezpieczne i ratują życia, i tak, wiem że istnieje FISS
  • spisek Big Pharmy – nie istnieje
  • pieniądze ze sprzedaży suchych karm – błagam, dajcie mi je
  • “leczenie” homeopatią – uważam to za subtelną formę znęcania się
  • sens sterylizacji i kastracji – każdy kot który nie ma uprawnień hodowlanych i nie znajduje się w rękach i pod opieką Hodowcy, który wie co robi i po co, powinien być wykastrowany.

Więc żeby nie było że nie uprzedzałam. Komentarze typu “Bo kot babci brata sąsiadki, a w zasadzie to wujek mi o tym mówił, w każdym razie, proszę ciebie, wzioł i umar po zaszczyku, weteryniarz go zabił i jeszcze chciał za to piniondze, zdzierca, ja mojego Mruczusia to nigdy nie dam zaszczepić tym konowałom!!1” będą bezlitośnie usuwane. Podobnie jak “Bo moja Mruczka tak chciała mieć dzieci, to dla zdrowia potrzebne, a jak ci się nie podoba to się sama wysterylizuj!!! i co to za problem, rozdaliśmy wszystkie”. Więc nawet nie próbujcie.

Czemu kot?

Bardzo często słyszymy pytanie „A czemu kot…?” Zadają je zarówno ci, którzy mają pierwszego zwierzaka i wszystko jest dla nich nowe, jak i ci doświadczeni. Ludzie którzy mają koty przez kilka czy kilkanaście lat, nadal są zaskoczeni ich zachowaniami.
Ponadto koty chorują zupełnie inaczej niż ludzie czy psy. Mają swoje dziwne choroby i nietypowe sposoby ich pokazywania. Kocia medycyna intensywnie się rozwija i chcemy, żebyście jako Opiekunowie byli na bieżąco z aktualną wiedzą.
Stąd pomysł na Czemu Kota. Chcemy Wam pomagać w zrozumieniu kocich chorób. Na razie prezentujemy kilka najczęściej spotykanych kocich problemów. Stronę będziemy na bieżąco uzupełniać i liczymy na Waszą pomoc. Jeśli macie jakieś nurtujące Was pytania – piszcie.
Zapraszamy!