Co z tymi uszami? Część I

Dzisiaj rozwiniemy nieco temat dziwnych uszu – dowiemy się, kiedy ich wygląd odbiega od normy, ale nie jest to groźne, a kiedy zmiany wymagają podjęcia zdecydowanego leczenia. Dla przypomnienia, tutaj możecie przeczytać o dziwnym fragmencie budowy ucha, który jest najzupełniej prawidłowy.

Ostrzegamy, że niektóre zdjęcia będą przedstawiały chorobę, choć raczej nic drastycznego nie pokażemy.

1. Zagięta małżowina uszna

Jest to cecha rasowa – w tym przypadku widzimy kolejno kota rasy American Curl, Elf i Scottish Fold. U wszystkich ras budowa uszu jest dziedziczna. Czy posiadanie takiej cechy ma jednak wpływ tylko na wygląd?

American Curl jest najzdrowszą z tych odmian, z dużą różnorodnością typów budowy i umaszczenia i dużym zróżnicowaniem genetycznym. Na razie nie stwierdzono, by gen odpowiedzialny za budowę ucha wpływał na coś jeszcze.

Elf jest nową odmianą kota, nieuznaną przez związki felinologiczne i zdecydowanie odradzamy kupno takiego kota. Jest to krzyżówka łysego sfinksa i American Curla, niestety powszechne jest krzyżowanie kotów blisko spokrewnionych, żeby uzyskać taki efekt. Pula genetyczna jest niewielka i ryzyko chorób prawdopodobnie jest duże .

Nie inaczej jest w przypadku Scottish Folda – tutaj gen warunkujący zagięcie ucha wpływa też na budowę chrząstki w stawach. Bardzo wiele kotów tej rasy (przede wszystkim homozygot, czyli posiadających obie kopie genu od obojga rodziców) jest dotkniętych osteochondrodystrofią, która objawia się zwyrodnieniami stawów, pojawiającymi się nawet w wieku jednego roku. To niestety wpływa na całe życie kota, który ma problemy z poruszaniem. Jeśli macie kota tej rasy, pamiętajcie, żeby porozmawiać z lekarzem o sprawdzeniu jego stawów.

uszy1
Zdjęcie rentgenowskie nogi kota rasy Scottish Fold. Strzałką zaznaczony jest staw skokowy (czyli pięta) ze zmianami osteochondrodystroficznymi. Powierzchnia kości jest wyraźnie zmieniona – nadbudowana i nieregularna.

Fun fact – czy wiecie że istnieją koty Scottish Straight czyli odmiana z normalnymi uszami?

Wszystkie takie zagięte uszy wymagają starannej pielęgnacji. Jeśli chcecie poczytać więcej o rzadkich odmianach kocich uszu to polecamy artykuł: http://messybeast.com/foldear-cats.html.

2. Też zagięta małżowina uszna, ale czy to normalne?

uszy2Tutaj widzicie moja własną kotkę rasy Devon Rex po intensywnym leczeniu sterydami. Nie jest to częste powikłanie, ale się zdarza i na szczęście jest z tych mniej groźnych, raczej zabawnych. Sterydy wpływają na budowę tkanki łącznej i przy długotrwałym podawaniu i wysokich dawkach możemy zaobserwować osłabienie i zwiotczenie skóry, a także chrząstki małżowiny usznej. U Rudej wszystko wróciło do normy kilka tygodni po zakończeniu leczenia.

 

Ale jeśli zauważycie takie opadające albo tylko miękkie i wiotkie ucho u Waszego kota, który NIE jest leczony, może to być jeden z objawów tzw. choroby Cushinga, czyli nadczynności kory nadnerczy, czyli stanu kiedy kot produkuje własne sterydy w nadmiernej ilości. Wymaga to postawienia diagnozy i podjęcia leczenia, inaczej może skończyć się cukrzycą i zespołem kruchej skóry (nie wstawiamy obrazka, ale jeśli jesteście ciekawi to wygooglujcie – najlepiej po angielsku – fragile skin syndrome in cat). Generalnie sprowadza się to do tego, że skóra kota pęka przy silniejszym dotyku, rany są często ogromne i bardzo źle się goją – także dlatego, że sterydy hamują układ odpornościowy.

Tak więc jeśli Wasz kot zawsze miał piękne stojące uszy, a teraz coś się zmieniło – nie lekceważcie tego.

3. Białe uszy są podejrzane

Koty wylegują się na słońcu kiedy tylko mają okazję, każdy to wie. Niestety nie bezkarnie 😦 Dziwne strupy, nierówne brzegi małżowin, obrzęk, zaczerwienienie na czubkach uszu, zwłaszcza białych kotów bardzo nas niepokoją, gdyż nasuwają podejrzenie nowotworu. W tym przypadku był to rak płaskonabłonkowy w dość zaawansowanym stadium. Kotu usunięto całe ucho, co zdecydowanie poprawiło mu komfort życia, niestety nowotwór wrócił po pewnym czasie. Pamiętajcie – im mniejsza zmiana, tym łatwiejsza do leczenia i usunięcia. A swoje białe przesiadujące na słońcu koty delikatnie smarujcie kremem z wysokim filtrem lub przesuwajcie w cień. Początki nowotworu często wyglądają jak oparzenie słoneczne. Jeśli widzicie łuszczące się, zaczerwienione uszy u Waszego kota, to pokażcie go lekarzowi.

uszy3
Zaawansowane stadium nowotworu u białego kota.

 

4. Jedno ucho bardziej

Tutaj zupełnie niegroźne, a wręcz optymistyczne zmiany, mimo że uszy (słusznie) wyglądają na uszkodzone.

Takie wycięcie kawałka ucha stosuje się jako znakowanie dzikich kotów poddanych zabiegowi kastracji. Wiele kolonii kotów wolno żyjących jest poddanych tzw. programowi TNR (z angielskiego Trap Neuter Release, czyli Łapanie, Kastracja, Wypuszczenie). Ponieważ koty zwykle łapie się do klatek-łapek i nie ma się wpływu na to, który kot do niej wejdzie, dobrze móc stwierdzić na pierwszy rzut oka, czy złapanego delikwenta należy przewieźć do lecznicy na zabieg, czy też od razu wypuścić. Nacięcie ucha wykonuje się w znieczuleniu ogólnym po operacji kastracji, koty otrzymują leki przeciwbólowe, a ubytek małżowiny nie wpływa na funkcjonowanie kotów w środowisku.

Tak więc jeśli spotkacie na swojej drodze kota z obciętym kawałkiem ucha, nie żałujcie go z tego powodu – ktoś o niego zadbał, bo pamiętajcie że kastracja to jeden z najlepszych sposobów na wydłużenie kociego życia i zmniejszenie ryzyka chorób.

uszy5uszy4

 

 

 

 

 

 

 

5. Pasażerowie na gapę

Tutaj nic bardzo skomplikowanego, uszy wydają się brudne – w środku zalega ciemna wydzielina, a koty zwykle bardzo się drapią, kiedy próbujemy takie ucho dotknąć. Pamiętajcie, że jedynym dopuszczalnym sposobem domowego czyszczenia takiego ucha jest przetarcie go wilgotną chusteczką nawiniętą na palec. Mówiąc wprost – nie grzebcie w nim patyczkami, bo prawdopodobnie tylko wepchniecie wydzielinę głębiej – kota będzie to boleć, można też wtedy uszkodzić błonę bębenkową. Jeśli Wasz kot ma podejrzanie brudne uszy, to pokażcie go lekarzowi. Proste badanie – pobranie odrobiny wydzieliny do badania pod mikroskopem pomoże znaleźć przyczynę.
Tutaj winowajcą był świerzbowiec uszny.

uszy6
Świerzbowiec uszny to pasożyt – roztocz. Jest niegroźny dla ludzi, ale u kotów powoduje silny świąd uszu i stan zapalny. Na szczęście chorobę dość łatwo wyleczyć.

Dziwne miejsca

Kot jaki jest każdy widzi. Ale czy na pewno? Oto lista sześciu najzupełniej normalnych i prawidłowych miejsc na kocim ciele, które Was zaskakują i regularnie pytacie o nie w gabinecie. Czytajcie więc i nie martwcie się!

1. Sutek

Koty mają sutki. Zarówno kotki, jak i kocury. Kastracja ani sterylizacja nie mają tu nic do rzeczy, podobnie rodzenie kociąt. Oto jak wygląda pojedyncza brodawka:

sutek.jpgKoty mają sutki ułożone symetrycznie po obu stronach brzucha – zazwyczaj są ich cztery pary, co oznacza, że sięgają od pachwin aż prawie do pach. Sprawdźcie jak wyglądają u Waszego kota. Przypominamy, że nawet u sterylizowanych kotów zdarzają się nowotwory i niestety statystyka w przypadku tych zwierząt nie jest optymistyczna – ponad 85% guzów jest złośliwych i wymaga szybkiej interwencji chirurgicznej. Więc jeśli wyczujecie guzek, to pokażcie kota lekarzowi. Nowotwory gruczołu mlekowego częściej występują u kotek, ale mogą zdarzyć się także u kocurów.

 

2. Wyłysienia na skroniach

przelysieniaKoty mają niezwykle wrażliwy słuch. Słyszą zarówno niskie, jak i wysokie dźwięki – czyli słyszą tak jak my i nietoperze razem wzięci. Żeby to słyszenie sobie ułatwić kocia głowa ma kilka przystosowań. Wyłysienia lub rzadsze futerko na skroniach nad oczami jest zupełnie normalne i uważa się, że służy lepszemu przewodzeniu dźwięków. Nie jest to oznaka żadnej choroby, chociaż jeśli zauważycie że przerzedzenie włosa zmienia się w łyse placki lub na skórze pojawiają się ranki i strupy, to pokażcie kota lekarzowi.

 

3. Dziwne klapki na małżowinach usznych

Pamiętam, że na wykładzie inauguracyjnym studiów nieżyjący już prof. Gucwiński mówił o tym dziwnym szczególe kociej anatomii jako o wiecznej zagadce. Ale było to dawno temu.

platekObecnie sprawa nie jest już aż tak tajemnicza – jest to kolejne przystosowanie do wyłapywania dźwięków w otoczeniu. Czy wiecie, że koty słyszą w stereo na tyle dobrze, że na podstawie dźwięków budują sobie mapę otoczenia i oceniają odległość (np. do ptaka siedzącego na gałęzi)? Korzystają więc z każdej możliwości żeby słyszany dźwięk wzmocnić i lepiej go skierować do wnętrza ucha. Ten dodatkowy płatek w tym pomaga. 
W każdym razie nie musicie się martwić, że to jakiś stary uraz albo blizna i rozszarpane ucho.

 

4. Kolce na języku

kolceSą to brodawki nitkowate pokryte twardą keratyną, czyli zrogowaciałe. Służą jako tarka przy wylizywaniu pokarmu i jako grzebień przy wylizywaniu futerka. Są najzupełniej normalne. Nie mają żadnych kubków smakowych.

Dodatkowy fun fact – czy wiecie, że koty nie czują słodkiego, ale za to uważa się, że potrafią czuć wodę jako osobny smak?

 

 

5. Narząd lemieszowy

lemieszA właściwie jego wejście w postaci brodawki ukrytej za górnymi zębami. To nie jest guz. Cały narząd lemieszowy jest ukryty w jamie nosowej i służy do rozpoznawania feromonów. Czasem możecie zobaczyć kota, który w reakcji na nowy zapach lub innego kota otwiera pyszczek i robi dziwną minę – w ten sposób “wącha” i pozwala cząsteczkom zapachu na przejście do narządu lemieszowego. Uważa się, że kot w ten sposób przetwarza ogromną ilość informacji, więc nie należy mu wtedy przeszkadzać. 

 

6. Opuszka nadgarstkowa i brodawka z wibrysami nad nią

Opuszka nadgarstkowa to ten dodatkowy łysy “palec” na tylnej stronie przednich łapek kota. Jak poszukacie to wyczujecie nad nią mały guzek – jest na obu przednich łapkach Waszego kota i wyrastają z niego twarde włosy (wibrysy), które służą kotu do orientacji w przestrzeni i pomagają przy takich subtelnych manewrach łapką jak przytrzymywanie zdobyczy lub wyciąganie piłki spod kanapy.

opuszkanadgarstkowa.jpg
Opuszka nadgarstkowa.
brodawka
Brodawka z wibrysami.

 

Tajemnica szylkretów

Są kolory przypisane niektórym rasom – rosyjski niebieski, neva masquerade czy ragdoll. Poza tym koty mogą występować we wszystkich możliwych kolorach! Jak się nazywają? Jak się dziedziczą? Bo tak, kolor futerka, podobnie jak kolor oczu u ludzi, jest dziedziczny! Kocięta mogą też otrzymać od rodziców wzory białych plam na twarzy.
Zapraszamy do fascynującego świata kocich futerek. 

Rudy ojciec, ruda matka. Jakiego koloru będą dzieci?

Rudy kolor futerka jest u kotów cechą dominującą – inaczej niż u ludzi. Wzięło się to prawdopodobnie stąd, że to dobry kolor maskujący. Rudy kolor jest ponadto sprzężony z płcią. Koty mają po dwa chromosomy płciowe, oznaczamy je jako XY u kocurów, a XX u kotek. Rudy kolor mieści się na chromosomie X, a ponieważ w skrótach rodowodowych oznaczamy go jako d, to rudy kocur będzie miał geny XdY. I tu sprawa jest prosta.

A co z kotkami? Mają dwa chromosomy X, a na każdym może być gen rudości, więc nie ma przeszkód, by była ruda. Będzie wtedy XdXd. Jeśli zaś geny rudości są tylko na jednym chromosomie i kotka jest XdX to kotka będzie miała rude plamy na innym kolorze futerka. Czyli będzie szylkretowa. Drugi kolor jest dowolny, może być czarny, niebieski, czekoladowy – co tylko chcemy. 

Dlatego można w miarę bezpiecznie założyć, że jak widzicie szylkretowego kota, to jest to kotka. Zdarzyć się może jednak, że coś poszło nie tak podczas wczesnego rozwoju zarodka i mamy do czynienia z tzw. zespołem Klinefeltera – a przynajmniej taka nazwa obowiązuje u ludzi. Taki kocur będzie kocurem – będzie miał wszystkie narządy płciowe kocura, ale genetycznie będzie miał zestaw XXY. I jeśli geny rudości będą tylko na jednym chromosomie X, to taki kocur będzie szylkretowy. Jeden z 3 tysięcy szylkretowych kotów będzie kocurem. A tylko jeden na 10 tysięcy takich kocurów będzie płodny. Natomiast wszystkie będą zachowywały się jak kocury – będą znaczyć teren moczem, walczyć o terytorium, a ich mocz będzie nieprzyjemnie pachnieć – dlatego powinny zostać wykastrowane. 

A poniżej przedstawiamy inspirację tego postu, czyli naszą Szylkrecię ❤ i dla porównania kotkę niebieską szylkretkę z zaprzyjaźnionej hodowli.

Co zrobić, by kot był zdrowy?

Poniżej przedstawiamy 5 sposobów, by w Waszej rodzinie zadomowił się zdrowy i szczęśliwy kot.

Skąd wziąć kota?

Przede wszystkim potrzebujemy kota, żeby móc go kochać! Skąd go wziąć? Odpowiedzi są dwie:
Pierwsza: adoptować. Każde schronisko i fundacja ma mnóstwo kotów, które szukają domu. Na pewno znajdziecie tam odpowiedniego dla Was. Pamiętajcie, by nie dać się zwieść uroczym pyszczkom kociąt – dorosłe i starsze koty też potrzebują domu. Kocięta szybko dorastają, poza tym są bardzo absorbujące i wymagają mnóstwo czasu i uwagi. Dorosłe koty mają lepiej znane charaktery i można bardziej polegać na ich osobowości – wolontariusze i opiekunowie kotów na pewno będą w stanie o nich Wam opowiedzieć, żebyście nie wzięli kota w worku 😉 Poza tym możecie poczuć się jak bohaterowie – adopcja naprawdę ratuje zwierzętom życie, a kto nie chciałby uratować kota?

Pamiętajcie jednak, że opieka nad kotem oznacza odpowiedzialność za jego życie i zdrowie. Najprawdopodobniej zostaniecie uprzedzenie o konieczności sterylizacji, wykonania szczepień ochronnych i odrobaczenia (lub Wasz kot będzie już po takich zabiegach). Poza tym jako nowi opiekunowie możecie nie zdawać sobie sprawy do czego zdolny jest ciekawski kot akrobata – dobrym pomysłem jest zabezpieczenie okien, balkonów i zamknięcie dostępu do leków, kuchenki i trujących roślin. To nie są fanaberie – obecnie jest możliwość zrobienia tego wszystkiego, więc ufajcie ludziom którzy mają większe doświadczenie. Ostatecznie wszystkim zależy na tym samym – aby Wasz kot był bezpieczny i byście mogli spędzić razem długie lata.

Druga opcja: możecie kupić kota z hodowli. Niektórzy wybierają kota rasowego. Nie ma w tym nic złego! Takie koty pochodzą z długich linii kotów dobrze dostosowanych do życia z ludźmi, a prawidłowa socjalizacja zapewnia przyjazny charakter. Możemy wybrać kota, któremu będziemy w stanie poświęcić odpowiednią ilość czasu na zabawę i pielęgnację – bo niezależnie czy kot jest łysy, czy długowłosy to ma określone wymagania i musimy zdawać sobie z nich sprawę.

Dobry hodowca dba o swoje zwierzęta i starannie wybiera domy i rodziny, do jakich trafią. Więc spodziewajcie się ognia pytań i prawdopodobnie również listy wymagań które musicie spełnić, by zapewnić kotu bezpieczeństwo.

Co jest ważne? Zawsze oglądajcie hodowlę i wszystkie koty, które się w niej znajdują. Oczywiście nie wymagajcie by hodowca wpuszczał pielgrzymki obcych ludzi do kotki z nowo narodzonymi kociętami, ale jeśli większość drzwi jest przed Wami zamknięta i wynoszone są tylko pojedyncze koty do pokazania – uciekajcie stamtąd. W dobrej hodowli nie ma mowy, byście dostali kociaka młodszego niż 12 tygodni, a prawdopodobne jest 16 tygodni i więcej. To jest gwarancja, że kot odbył prawidłową socjalizację pod opieką matki i w towarzystwie swojego rodzeństwa. Będzie mu łatwiej nawiązywać kontakty z innymi kotami, będzie bardziej pewny siebie, a to pozwoli uniknąć w przyszłości problemów zdrowotnych związanych ze stresem i lękiem.

Pamiętajcie by podpisać i otrzymać umowę kupna kociaka, to zabezpieczenie na wypadek nieprzewidzianych problemów. Jeśli macie wątpliwości lub pytania – szukajcie na stronach dobrych organizacji felinologicznych, pytajcie innych hodowców lub lekarzy weterynarii, którzy opiekują się hodowlami kotów.

 

Koniecznie zaszczep swojego kota i zapewnij mu profilaktykę.

Wizyta u lekarza powinna być jedną z pierwszych rzeczy, jakie zrobicie z nowym kotem, niezależnie od jego wieku i pochodzenia. Sprawdzimy, czy kot nie ma pasożytów, zarówno zewnętrznych (pcheł, kleszczy czy świerzbowca) jak i wewnętrznych. To służy zdrowiu kota, ale także Waszemu bezpieczeństwu – nie chcecie mieć w domu pcheł, a widok kota który zwymiotował kłębek wijących się glist zostanie z Wami na zawsze 😉Leki przeciwpasożytnicze są skuteczne i bezpieczne, a lekarz Waszego kota dobierze odpowiednie dla jego wieku i wagi. 

Podczas wizyty kot zostanie zbadany. Sprawdzamy zawsze płeć i czasem zdarzają się niespodzianki – kiedyś przyszła kotka Luna, która z gabinetu wyszła już jako kocurek Moon 😼 Poniżej możecie przeczytać o planowanym zabiegu sterylizacji lub kastracji.

No i najważniejsze – ustalimy plan szczepień ochronnych. Kocie choroby zakaźne na szczęście nie są zaraźliwe dla ludzi, więc Wy jesteście bezpieczni. Ale Wasz kot może się bardzo ciężko rozchorować z powodu infekcji wirusowej. Szczepienia są skuteczne i bardzo bezpieczne. Rodzaj szczepionki zależeć będzie od tego, czy kot będzie wychodził na dwór i w jaki sposób (na smyczy czy swobodnie), czy będzie miał kontakt z innymi kotami i jakie to będą koty, a także od jego dalszej planowanej kariery wystawowej czy hodowlanej. Pamiętajcie, że szczepimy również koty siedzące wyłącznie w domu! Niektóre wirusy są bardzo wytrzymałe w środowisku zewnętrznym i jeśli będziecie mieć pecha to możecie przynieść je na butach do domu i w ten sposób zarazić kota.

Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości lub pytania dotyczące opieki nad Waszym kotem i jego stanu zdrowia – pytajcie, lekarz podczas wizyty wszystko Wam wytłumaczy. Zawsze lepiej zapobiegać niż leczyć – profilaktyka służy temu, żeby Wasz kot uniknął chorób.

 

Czemu warto zrobić testy FeLV i FIV?

Przede wszystkim – co oznaczają te litery? F czyli feline, czyli koci. V to skrót od virus, więc wiemy już, że za zachorowanie odpowiada infekcja wirusowa. Wiemy też od razu, że będzie nam to utrudniać leczenie, bo w przypadku kotów nie ma w zasadzie leków, które zwalczą wirusa.

Teraz najtrudniejsze środkowe litery.
L to leukemia, czyli białaczka. Bo koty chorują na białaczkę wywoływaną przez wirusa. Najbardziej narażone są młode koty, one bardzo łatwo się zarażają. Jeśli tak się stanie, wirus wbudowuje się w materiał genetyczny i kot zostaje jego nosicielem do końca życia. Może w tym czasie zarażać inne koty. Wirus białaczki przenosi się przede wszystkim przez ślinę i długi kontakt – czyli wspólna pielęgnacja futerka między kilkoma kotami może prowadzić do zarażenia, jeśli któryś jest chory. Chore kotki mogą również zarażać wirusem swoje kocięta, które niestety wtedy praktycznie nie mają szans na przeżycie. Wirus niszczy układ odpornościowy i doprowadza do rozwoju nieleczących się infekcji, nowotworów i anemii.

Problemem w tej chorobie jest to, że zanim rozwiną się objawy nasuwające lekarzowi podejrzenie białaczki wirusowej, kot przez nawet kilka lat jest nosicielem. Czyli sam jest zdrowy, ale przenosi wirusa na inne koty. Dlatego zawsze przy adopcji kota warto zrobić test na nosicielstwo wirusa.

W drugiej chorobie I oznacza immunodeficiency, czyli niedobór odporności. Jeśli wydawało Wam się, że FIV brzmi trochę jak HIV to mieliście rację. Oba wirusy – ludzki i koci – zachowują się podobnie. Na szczęście nie przenoszą się między gatunkami, czyli nigdy człowiek nie zarazi się kocią chorobą ani kot – ludzką. Koty zarażają się przez seks oraz pogryzienia, czyli krew i ślinę. Wirus atakuje układ odpornościowy i z czasem powoduje rozwój kociego AIDS, czyli przede wszystkim nieleczących się zakażeń. Koty zazwyczaj bardzo cierpią z powodu ciężkiego zapalenia jamy ustnej i problemów z zębami. Mogą mieć też nawracające infekcje układu moczowego i skóry, na które nie pomagają antybiotyki. Choroba dotyka zazwyczaj starsze koty powyżej 6 roku życia, częściej kocury niż kotki i to takie, które przez jakiś czas żyły na wolności lub wychodziły z domu, a nie były kastrowane. Dorosłe i dorastające kocury walczą o terytorium i o kotki – tak ryzykowne życie oznacza, że mogą się zarazić wirusem. Jedyna optymistyczna wiadomość jest taka, że nawet kotki nosicielki wirusa rodzą zdrowe potomstwo.

Dlaczego warto wykonać test na nosicielstwo tych chorób u swojego kota?

  • Będziecie wiedzieć, czego się spodziewać w przyszłości. Koty nosiciele mogą wieść długie i szczęśliwe życie, ale ich zdrowie jest delikatne i może wymagać więcej troski i częstszych wizyt kontrolnych u lekarza.
  • Trzeba wiedzieć o ewentualnym wirusie u nowego kota, jeśli macie już kilka kotów. Nie warto ryzykować zarażenia innych ulubieńców.
  • Koty nosiciele nie powinny wychodzić same na dwór. Jeśli będą spotykać inne koty i wdawać się z nimi w bójki to po pierwsze same mogą znacznie bardziej ucierpieć (bo rany będą się zazwyczaj źle goić) i mogą też zarazić drugiego kota. Spacery nie są zakazane, ale raczej proponujemy szelki i smycz.

Kogo warto badać?

  • Wszystkie koty hodowlane – i zazwyczaj porządni hodowcy bardzo tego pilnują. Nikt nie chce wprowadzić sobie żadnej takiej choroby do grupy ukochanych i kosztownych kotów i ich w ten sposób narazić. Poza tym zdrowi rodzice to gwarancja zdrowych dzieci.
  • Wszystkie koty niewiadomego pochodzenia, mające kontakt z nieznanymi kotami. Bardzo namawiamy żeby badać każdego kota wziętego z ulicy czy piwnicy, każdego przybłąkanego, każdego urodzonego w domu, ale którego matką jest kotka która wyszła z domu i wróciła już w ciąży (matkę wtedy też warto zbadać i przede wszystkim – wysterylizować!).
  • Koty wychodzące powinno się badać co jakiś czas, zwłaszcza jeśli wracają pogryzione, bo pozwoli to wychwycić zarażenie jeśli do niego dojdzie.

Czy można zapobiegać?

  • Przeciw białaczce można kota zaszczepić, obecnie szczepionki są bardzo skuteczne i bezpieczne. Szczepić powinno się koty wolne od wirusa, więc przed podaniem szczepionki trzeba zrobić test. Jeśli kot już jest nosicielem, szczepienie mu nie zaszkodzi, ale kompletnie nie ma sensu, więc nie warto wtedy wydawać na nie pieniędzy.
  • Na FIV niestety na razie nie ma lekarstwa ani skutecznej metody zwalczania samego wirusa. Natomiast wiedząc jak ten wirus się przenosi, możemy zapobiegać zarażeniom przede wszystkim przez kastrację kotów i kotek wychodzących.
  • Na szczęście oba wirusy szybko giną w środowisku, więc do zarażenia potrzebny jest drugi kot i to w bardzo bezpośredni sposób. Nie można ich złapać wychodząc na balkon lub na smyczy na podwórko ani przynieść na butach do domu.

Na koniec jeszcze kilka słów o samym teście. Jego najprostsza wersja wygląda trochę jak test ciążowy, taka sama jest też metoda działania – jedna kreska oznacza że test działa, dwie kreski – że jest dodatni, czyli niestety mamy zarażonego kota. Do jego wykonania potrzeba jednej kropli krwi, a wynik mamy po 10 minutach.

Tutaj widzicie przykładowy test – niestety dodatni na FIV (czyli kot ma wirusa FIV), a ujemny na FeLV (czyli kot nie ma białaczki). Jedna kreska na wysokości C oznacza, że test został prawidłowo wykonany, a ewentualna druga kreska na wysokości T oznacza, że wynik jest dodatni.

 

Więc jeśli Wasz kot nigdy nie był badany, a myślicie że mógł mieć kontakt z wirusem – warto umówić się na wizytę i zrobić test.

 

Dlaczego sterylizacja jest konieczna?

Temat prosty i z naszego punktu widzenia – bezdyskusyjny, czyli sterylizacja. Każdy kot niehodowlany (i mamy tu na myśli porządne hodowle, prowadzone przez ludzi z pasją, wiedzą i wizją) powinien być wykastrowany. Zresztą wiele hodowli sprzedaje kocięta “na kolana”, czyli nieprzeznaczone do dalszej hodowli, już po zabiegu sterylizacji.

Zabieg jest wykonywany w narkozie, więc kot nie wie, co się dzieje i nie czuje bólu. Dostaje też leki przeciwbólowe na 2-3 dni po operacji, żeby czuł się komfortowo.
Koty wolno żyjące kastrujemy głównie po to, żeby się nie rozmnażały i nie zarażały chorobami (przede wszystkim FIV, o którym pisałyśmy wczoraj). Zabieg wydłuża kotom życie i zwiększa ich bezpieczeństwo. Również dlatego, że wykastrowane koty są mniej uciążliwe dla ludzi – nie znaczą moczem terytorium i nie przyprowadzają kociąt, więc jest mniejsze ryzyko, że ktoś zrobi im krzywdę.

Koty domowe wychodzące na dwór powinny być wysterylizowane z tych samych względów, co wymienione powyżej. Dodatkowo Wasz kot będzie generował mniejsze koszty, bo nie będzie wracał pogryziony – jego instynkt terytorialny będzie trochę słabszy, a kot będzie miał mniejszą potrzebę wdawania się w bójki. Wykastrowana kotka nie dość, że nie będzie wracała ciężarna (a dlaczego będzie zawsze, możecie przeczytać tutaj) i nie będzie narażona na pogryzienie i choroby, to jeszcze nie będzie przyciągała chmary “wielbicieli” – kocury uganiające się za kotką wrzeszczą okropnie całymi tygodniami i sikają gdzie popadnie, a to jest mega uciążliwe.

Koty siedzące w domu będą po prostu szczęśliwsze i bardziej kochane. Niekastrowany kocur ma dużą potrzebę znaczenia moczem terytorium, więc nie dość, że sika po kątach, na buty i ubrania, to jeszcze jego mocz ma wyjątkowo nieprzyjemny i trudny do pozbycia się zapach. Kotki mniej śmierdzą, ale też zdarza im się znaczyć teren, zwłaszcza w okresie rui.

No i sprawa przyszłości – niesterylizowane kotki mają ogromne szanse na ropomacicze (czyli bardzo poważne zapalenie macicy, choroba prowadzi do śmierci kotki jeśli nie zostanie szybko podjęte leczenie) oraz nowotwory sutka. W przypadku kotek ten nowotwór jest w około 90% przypadków złośliwy lub bardzo złośliwy. Szybko daje przerzuty, a jego leczenie wymaga rozległych operacji, nawet gdy znajdziemy tylko małego guzka. A sterylizacja przed ukończeniem 6 miesiąca życia zmniejsza ryzyko rozwoju nowotworu o 91%!

Więc chyba jest jasne, że łatwiej (i taniej!) jest zaplanować zabieg u młodego zdrowego zwierzęcia niż organizować w przypadkowym czasie operację ropomacicza lub rozległą mastektomię i ponosić koszty wszystkich dodatkowych badań i skomplikowanego leczenia pooperacyjnego.
Czy zabieg niesie ze sobą ryzyko? Tak. Jak każda operacja w znieczuleniu ogólnym i w przypadku kotek – na otwartej jamie brzusznej. Mogą się zdarzyć komplikacje czy nieprzewidziane reakcje na leki. Czy jest to duże ryzyko? Nie. Obecnie medycyna weterynaryjna naprawdę jest na wysokim poziomie i zapewnia nowoczesne leki i duże umiejętności chirurga.
Najczęstszą obawą Opiekunów jest to, że kot po zabiegu przytyje – rzeczywiście jest nieco bardziej zwiększona tendencja do przybierania na wadze, ale jednak głównie zależy to od ilości przyjmowanych kalorii.

Stresujcie swoje koty!

Kiedy widzimy na kocie guza wielkości pomarańczy (albo dwóch) lub badamy wychudzone ciałko, które słania się z powodu anemii i żółtaczki, bo wymiotowało od miesiąca, z tyłu głowy zawsze mamy pytanie – dlaczego nie przyszliście wcześniej? Wtedy kiedy jeszcze dałoby się coś zrobić? To znaczy, teraz też spróbujemy, a przynajmniej zaproponujemy podjęcie próby leczenia, ale nie ulega wątpliwości, że teraz będzie trzeba zrobić dużo więcej, będzie dłużej, ciężej i drożej.

Dlaczego przychodzicie dopiero teraz? Nie zadajemy tego pytania, bo to nie ma sensu. Najwyraźniej istniał milion powodów. Zresztą, zazwyczaj właściciele (tym razem nie opiekunowie) sami wiedzą, że zawalili sprawę i próbują się tłumaczyć. Najczęściej mówią dwie rzeczy:

Jedna: „Przyszliśmy, bo już dłużej nie możemy patrzeć jak się męczy.”

Zazwyczaj drugie zdanie brzmi: „Bo już nic się nie da zrobić?”, a w domyśle (często wypowiadanym na głos) „To już chyba lepiej go uśpić?”.

Chwała im za dobre serce! Nie mogą już patrzeć jak się męczy, męczy i nie chce umrzeć. Najczęściej rzeczywiście zapada decyzja o eutanazji – bo to jedyny sposób, żeby przerwać ból.

Druga: „Bo my go nie chcieliśmy stresować wizytami. Ale da się go wyleczyć?”

I tutaj mamy problem. W jakimś stopniu wierzymy w dobre intencje opiekunów. Koty potrafią się stresować wizytami u lekarza i często dają się wszystkim we znaki – gryzą, drapią, syczą, uciekają i ogólnie prezentują ciemną stronę swojej natury. Sama decyzja o wyprawie do gabinetu nie przebiega lekko – trzeba wyjąć transporter, zlokalizować kota, założyć rękawice, żeby wepchnąć syczącego, zjeżonego kota do kontenerka, no i przeżyć samą drogę do lecznicy. W jej trakcie kot wyje bezustannie, sika pod siebie, robi kupę, wymiotuje, kręci się wewnątrz transportera tworząc wściekły, przerażony, zaśliniony i śmierdzący kłębek nerwów, w którym nikt nie może rozpoznać kochanego mruczka. Takie wizyty rzeczywiście dają się we znaki WSZYSTKIM i rozumiemy, że następnym razem robicie co w Waszej mocy, żeby tego uniknąć.

Niestety z czasem odbywa się to kosztem kociego zdrowia. Kiedy kot jest coraz starszy, odzywają się choroby (cukrzyca, niewydolność nerek, nadczynność tarczycy, IBD, zapalenie wątroby, zwyrodnienia stawów, choroby zębów, nowotwory). Nikt nie wymyślił lepszego sposobu leczenia chorób przewlekłych niż wczesna diagnostyka. A żeby wcześnie wykryć chorobę, trzeba badać wszystkich w grupie ryzyka. Poza tym nam jako lekarzom łatwiej jest zauważyć, że dzieje się coś niepokojącego.

Łatwiej jest wyciąć guzek wielkości 5 milimetrów niż taki, który rozrósł się do wielkości pomarańczy. “Bo myśmy obserwowali, bo nie chcieliśmy go stresować wizytą. ale da się go wyleczyć?” Naprawdę wszystkim byłoby łatwiej, gdybyście przyszli wcześniej.
Wam – bo mniejsza operacja to mniejsze koszty.
Nam – bo łatwiej się operuje i większe szanse na powodzenie takiej operacji.
Waszemu kotu – bo mniejszy guzek to mniejsze cięcie. Mniejsze cięcie to mniejszy ból. A przede wszystkim mniejszy guz to mniejszy ból.

Nowotwory bolą. Zepsute zęby bolą. Zwyrodniałe stawy bolą. Ból to stres. Przewlekły. Kiedy Was coś boli macie wybór – możecie nic z tym nie robić. Możecie łykać leki przeciwbólowe – dostępne w aptekach, w sklepach, nawet na stacjach benzynowych. Ból jest niekomfortowy. Możecie też iść do lekarza.

Jaki wybór ma Wasz kot? Może go tak boleć, że może już tylko się położyć i zacząć umierać. Albo będzie żył dalej i sobie radził. On nie wie, że może iść do dentysty usunąć chory ząb. Albo do chirurga przeciąć ropień. Czy do internisty, bo ma nadczynność tarczycy, nadciśnienie i ciągle boli go głowa.

Chodzenie z kotem do lekarza oszczędza mu stresu i niepotrzebnego bólu. Proponujemy badania i zabiegi po to, żeby pomóc. Więc raz do roku w dogodnym dla siebie terminie zestresujcie do cholery swojego kota i weźcie go do lekarza!

Niepokojące objawy. Część I – jedzenie.

Często w gabinecie pytamy, czy zauważyliście u swojego kota jakieś niepokojące objawy. Ale równie często okazuje się, że rzeczy, które martwią nas, wcale nie zwracają uwagi Opiekunów, bo kot miał tak “od zawsze”. A przynajmniej na tyle długo, że coś co powinno być odchyleniem od normy, stało się zwyczajne.

Co więc powinno Was niepokoić, nawet jeśli zdarza się “od zawsze”? Rozpoczynamy cykl od najważniejszego, czyli jedzenia.

Kot musi jeść.

Powinno to być wypisane złotymi zgłoskami wszędzie, gdzie mieszkają koty. Co więcej, im bardziej otyły kot, tym bardziej musi jeść. Koty bardzo źle znoszą głodówkę, ich wątroba nie jest w stanie sobie poradzić z brakiem jedzenia. Dochodzi do stłuszczenia wątroby (na które bardziej narażone są koty z nadwagą) i jej niewydolności. Wątroba ma duże zdolności regeneracji i przy szybkiej interwencji lekarskiej proces jest do pewnego stopnia odwracalny, ale generalnie głodowanie u kota szybko staje się zagrożeniem życia. Ludzie i psy są dużo mniej wrażliwi na taką sytuację i chociaż brak apetytu to nic przyjemnego, dzień czy dwa bez jedzenia spokojnie przeżyjemy. Koty już niekoniecznie.

Jeśli więc widzicie, że Wasz kot odmawia jedzenia, szybko zabierzcie go do lekarza. Żeby było trudniej – pamiętajcie, że koty oszukują.

Oszustwo numer 1.

Bardzo często brak apetytu u kota wygląda tak, że kot siedzi nad miską całymi godzinami. Co na niego spojrzymy to coś przeżuwa, tylko no właśnie – przeżuwa, wypluwa, bierze następny kęs, znowu obraca go w pyszczku i jak w końcu się znudzi i odejdzie, to mamy wrażenie że musiał się najeść, a tymczasem kot nic nie przełknął. Takie zaburzenia apetytu często widujemy przy zapaleniu trzustki u kotów, co samo w sobie jest ciężką sytuacją.

Dlatego między innymi dobrym pomysłem są małe wydzielane porcje. Łatwiej nam ocenić, ile kot rzeczywiście zjada. Napełnianie kociej miski po brzegi jest złym pomysłem. Rozgrzebane chrupki wyglądają jakby ich ubyło, a tymczasem kot głoduje.

Oszustwo numer 2.

Starsze koty chorują przewlekle, objawy ciągną się długo – nawet kilka lat. Co charakterystyczne, najczęściej przebiegają falowo – parę dni gorszych, potem parę tygodni lepszych. W ten sposób niepokojące objawy się rozmywają, bo „kot zawsze tak miał”. Do czasu, aż któreś zaostrzenie jest gorsze niż zwykle i kot trafia do lekarza. Tak rzecz się ma z IBD, przewlekłym zapaleniem trzustki, przewlekłą niewydolnością nerek. Tylko że zazwyczaj kot jest już w poważnym stanie i wyniszczony chorobą, która, mimo wysiłków lekarzy, często kończy się śmiercią zwierzęcia.

Oszustwo numer 3.

Żeby było jeszcze ciężej – głodowanie to każda sytuacja, w której organizm nie dostaje tylu kalorii, ile potrzebuje. Może więc być tak, że kot siedzi nad miską i je, i je, i je, ale choroba sprawia, że nigdy nie zje tyle, ile potrzebuje. Tak dzieje się przy nadczynności tarczycy (metabolizm jest tak przyspieszony, że kot szybciej spala kalorie niż je przyswaja) oraz przy cukrzycy (niedobór insuliny powoduje, że kalorie z jedzenia nie są dla kota dostępne).

Tak więc każde zaburzenie apetytu kota powinno zwiększyć Waszą czujność – zazwyczaj wymaga też wizyty w gabinecie.

Kocie imiona

Imiona to strasznie fascynująca rzecz. Często ewoluują i po paru latach zwierzę nazywa się zupełnie inaczej niż początkowo.

sara2.jpg

Sara imię ma hodowlane, ale bardzo do niej pasuje. Kotka wygląda jak inspiracja dla smoka Szczerbatka, za to zachowuje się jak opętana przez szatana – maniakalnie zjada papier toaletowy, biega po ścianach, tarza się na grzbiecie jak ktoś wchodzi do domu i włazi akurat tam, gdzie jej nie wolno – zwykle po to, żeby się tarzać.

 

ruda.jpg

Ruda to Ruda i nie ma tu nic do dodania. Gdyby była człowiekiem to byłaby taką dziwną ciocią, podobną do Cruelli Demon, która jest trochę rodzinną legendą, dzieci się jej boją a dorośli uważają za dziwaczkę. Zamaszysta, zdecydowana, a neurotyczna jak nie wiem co.

 

korki.jpg

Moja mama jak zobaczyła Korkiego, to powiedziała “Przecież on ma oczy jak krokodyl, takie żółte i jeszcze te pionowe źrenice!”. No i miał się nazywać Kroki, ale jakoś to głupio brzmiało, więc od słowa do słowa zmieniliśmy na Korki i się przyjęło.

 

grynia.jpg

Grynia oficjalnie nazywa się Heather na pamiątkę wycieczki do Szkocji. Imię piękne, ale jednak trudne do wymawiania na co dzień, zwłaszcza, że od momentu narodzin kotka była Tygrynią. Moja babcia kiedyś oburzyła się na propozycję, że przyniosę jej kociaka i jako, że niedosłyszała, krzyknęła “Nie chcę tu żadnej Gryni!”.

Czego możemy się dowiedzieć z badania moczu? Część III

Wiemy już jak wygląda prawidłowy wynik i czego szukamy w badaniu moczu. Teraz zobaczymy, co może się okazać, kiedy wyniki odbiegają od normy. W części trzeciej – niewydolność nerek.

Dziś będziemy patrzeć na wyniki badania moczu dwóch kotów z chorymi nerkami.

Jako pierwszy kot B. – szczupły, trochę mniej jedzący, może trochę więcej śpiący, ale generalnie raczej nie zgłaszający specjalnych problemów. Kotek kiedyś miał kłopoty z zapaleniem pęcherza, więc na wszelki wypadek Opiekunowie przynieśli od razu mocz do badania.

mocz2

Na pierwszy rzut oka wynik jest dobry, bo nic w tym moczu nie ma – ani cukru, ani ketonów, ani żadnych barwników. Nie ma nawet odrobiny białka, żadnych krwinek, bakterii jest bardzo mało, a odczyn dobry. Jedynym, co odbiega od normy jest obniżony ciężar moczu. O czym to świadczy?

Podstawową funkcją nerek jest filtrowanie krwi i dokonywanie selekcji – co zostaje w środku kota, bo jest potrzebne, a co mu szkodzi, więc musi być usunięte. Z tego co jest usuwane powstaje mocz. Woda co do zasady jest ważna dla kota i powinna być oszczędzana. Zazwyczaj pierwszą rzeczą, która psuje się w chorych nerkach, jest właśnie zdolność zagęszczania moczu. Obniżony ciężar właściwy świadczy o niewydolności nerek. Nerki nie potrafią skutecznie zatrzymywać potrzebnej wody i produkują rozrzedzony mocz. Kot usiłuje się ratować i wypija więcej wody. Ale to niestety nie rozwiązuje jego problemu, bo z powodu chorych nerek nigdy nie wypije tyle, ile potrzebuje. Poza tym razem z wodą z organizmu kota uciekają różne jony i witaminy – dlatego w leczeniu niewydolności nerek potrzebne są kroplówki, które będą uzupełniać tracone elektrolity.

Tak też było u B. Badanie krwi potwierdziło podejrzenie niewydolności nerek i to niestety w zaawansowanym stadium (czwartym, czyli ostatnim).

badmoczu.jpg

To jest straszny koci problem – kiedy koty pokazują, że chyba coś słabiej się czują, to naprawdę czują się wprost fatalnie. A choroba jest w zaawansowanym stadium i bardzo trudna do leczenia. Dlatego zawsze namawiamy, żeby raz w roku starszego kota obejrzał lekarz. Warto też zrobić badania kontrolne – krwi i moczu. Wtedy mamy szansę uchwycić początek choroby.

Kotka C. też w sumie nie pokazywała, żeby coś było mocno nie tak. Opiekunom wydawało się, że jest trochę nieswoja, ale jadła i piła normalnie. Spójrzmy na wynik badania moczu:

mocz3

Znowu mamy obniżony ciężar, więc domyślamy się, że coś się dzieje z nerkami. Wiemy, że kotka na pewno nie ma cukrzycy, nie mamy podstaw żeby podejrzewać problemy z pęcherzem (nie ma krwi ani kryształów).

Widzimy, że jest dużo białka, dodatkowo mocno podniesiony stosunek białka do kreatyniny mówi nam o tym że to białko pochodzi z nerek. Oprócz wody są jeszcze inne substancje, których zdrowe nerki nie powinny się pozbywać, między innymi jest to białko. Utrata białka przez nerki świadczy o poważnym problemie.

Zrobiliśmy badanie krwi, które potwierdziło, że C. ma chorobę nerek.

mocz4

Widać, że nerki nie pracują prawidłowo – gubią białko, tracą potas, nie umieją się natomiast pozbyć mocznika i fosforu. Kreatynina jest jeszcze w normie, więc choroba nie jest bardzo zaawansowana, chociaż musimy pamiętać, że kiedy psują się wyniki badania krwi to w zasadzie pracuje już tylko ¼ nerek, cała reszta uległa zniszczeniu. Zniszczenie to czasem jest odwracalne. Tak dzieje się w przypadku ostrej niewydolności nerek i jeśli szybko podejmie się leczenie to często udaje się przywrócić prawidłową pracę. Ale w przypadku przewlekłej niewydolności, kiedy nefrony (czyli mikro kłębuszki w nerkach, które filtrują krew) ulegają powolnemu zniszczeniu – możemy tylko spowolnić postęp choroby, ale nie odbudujemy tego co straciliśmy.

Sprawdziliśmy, czy powodem zapalenia nerek nie jest infekcja – zrobiliśmy posiew, ale brak wzrostu bakterii upewnił nas, że przyczyny należało szukać dalej.

moczposiew1

Badanie usg pokazało jak wyglądają nerki i nasunęło podejrzenie choroby nowotworowej.

moczusg

Biopsja potwierdziła, że mieliśmy do czynienia z chłoniakiem.

Dwa różne koty, u których na pierwszy rzut oka nic poważnego się nie działo. Wyniki badania moczu nie były specjalnie spektakularne, ale sprawiały że zaczęliśmy przyglądać się bliżej tym kotom. Badanie krwi oraz usg pozwoliły na dokładne określenie przyczyny i stadium choroby. Czy wobec tego warto było bawić się w badania moczu?

Tak!

Badanie moczu jest:

  • nieinwazyjne – nie wymaga obecności pacjenta w gabinecie, więc mniej stresu dla wszystkich,
  • wygodne – możecie pobrać materiał w domu, o dowolnej porze,
  • tanie – w porównaniu do badania krwi czy badań obrazowych to naprawdę niewielki wydatek
  • niezawodne jeśli chodzi o rozpoznanie choroby nerek, cukrzycy i zapalenia pęcherza czyli bardzo popularnych kocich chorób.

 

Pamiętajcie – u kotów starszych niż 7 lat badanie robimy dwa razy w roku!

Surowe czy gotowe?

Jakiś czas temu natknęłyśmy się na artykuł o żywieniu kotów. Trochę się zgadzamy z jego treścią, a trochę nie, więc polemizujemy. Generalnie zależy nam na tym, żeby nasi pacjenci żyli jak najdłużej. Same jesteśmy właścicielkami kotów i dbamy o ich zdrowie, bo je kochamy. Więc obalamy mity!

“Obróbka termiczna mięsa nie jest wskazana – kot to istota mięsożerna, w naturze swoje ofiary spożywa na surowo.” W naturze my też jadaliśmy rzeczy na surowo, a dodatkowo często nie przeżywaliśmy zimy i przednówka oraz dzieciństwa i porodu. Na szczęście mamy XXI wiek i cywilizację. Mamy pełne sklepy, telefony z dostępem do internetu, lodówki, medycynę i nie mieszkamy w jaskiniach – mimo że są naturalne.

“Jeśli jesteśmy w stanie prawidłowo żywić nasze rodziny, malutkie dzieci, to i jesteśmy w stanie nauczyć się przygotowywać posiłki dla naszego kota.” Najlepiej w następujący sposób: “z wielu elementów różnych zwierząt „składamy” jedną tuszkę. Czyli dajemy jedno serce, jeden mózg, dwa płucka etc. Dopasowujemy organy wielkością do siebie i do wielkości naszego zwierzęcia.” Wydaje nam się, że to trochę aroganckie. Brzmi jak sugestia, że jesteście złymi właścicielami, jeśli wolicie otworzyć saszetkę zamiast porcjować surowe mięso. Nad tą saszetką też siedzą ludzie, którzy opracowują jej skład. I mimo że są zatrudniani przez koncerny, to jednak wiedzą co robią. I owszem są karmy bardzo dobre, średnie i takie sobie – ale na pewno żadna nie ma na celu powolnego zabijania Waszego kota!

“Czy salmonella, którą nas straszą, zagraża naszym kotom?” Może raczej spytajcie, czy zagraża Wam? Albo Waszym dzieciom? Bo z całym szacunkiem do Waszych kotów, to jednak nie chcemy żeby cała rodzina cierpiała na zatrucie pokarmowe, bo w zamrażarce oprócz babcinych pierogów leżało surowe mięso z surowym żółtkiem dla kota.

“Należy też pamiętać, że kot żywiony prawidłowo ma niskie pH w żołądku, które również jest jego bronią w walce z patogenami.” Pamiętajcie też, że nawet najbardziej prawidłowo żywiony kot może być chory – może cierpieć na wrzody żołądka, nowotwór, przewlekłe zapalenie żołądka i jelit (tzw. IBD). I winne są raczej geny, a nie Wasz sposób żywienia.

“Z punktu widzenia behawioru kotów pozostawianie pełnej miski pożywienia nie jest zalecane. Oczywiście mówimy tu o w pełni zdrowym kocie. Wszelkie odstępstwa od normy powinny być konsultowane z doświadczonym lekarzem weterynarii oraz kocim behawiorystą lub zoopsychologiem. Karmienie godzinowe nie prowadzi do przekarmiania kota i otyłości. Prowadzi do kontroli tego, ile kot zjada i jaka jest jego porcja. Pozwala to sprawować nadzór nad dietą podopiecznego. Pozwala także, w kwestiach behawioralnych, do unormowania kociego dnia oraz kocich zachowań behawioralnych. To właśnie pełna miska kociego pożywienia może być jednym ze źródeł negatywnych kocich zachowań takich jak atakowanie/nękanie innych zwierząt czy też człowieka. Kot w naturze poluje nawet do 35 razy na dobę.” Tu pełna zgoda.

Kot musi jeść. To dla każdego Opiekuna kota prawda objawiona. Kota nie można głodzić ani pozwolić mu nie jeść. Jeśli Wasz kot odmawia jedzenia albo ma wyraźnie gorszy apetyt, powinien zostać obejrzany przez lekarza. Dlatego że niezależnie od powodu niejedzenia, głodówka nawet trwająca tylko dzień, może znacznie pogorszyć jego stan. Idealna sytuacja to kot jedzący mało a często.

Kot ponadto musi się bawić. Tym razem dużo i często. W ten sposób zaspokaja instynkt łowiecki. Polowanie na kawałek mięsa może być elementem takich zabaw, dobrze sprawdzają się na przykład szyje indycze, które kot obgryza, pod warunkiem, że zabierzecie je zanim kot dobierze się do kości. Jeśli nałożycie mu na miskę gotową porcję, to mimo że zjadł “naturalne” surowe i tak musicie wziąć wędkę i pobawić się w polowanie. Więc jeśli wygodniej Wam otworzyć puszkę to śmiało. Podobnie jeśli Wasz kot uwielbia polowanie na chrupki rzucane po pokoju – w ten sposób ma zapewniony ruch, emocje, kontakt z Wami oraz obiad.

Poza tym nie zapominajmy – mówimy o kotach, a to dziwaki pierwszej klasy 😉 Są takie które zjedzą wszystko. Niektóre mają swój ulubiony rodzaj karmy i nawet nie spojrzą na nic innego. Czasem wolą mokrą, czasem suchą, a czasem surowe mięso. Niektóre można nauczyć zmiany przyzwyczajeń, ale nie zawsze się to udaje. Dużo zależy od genów kota, a także od wczesnej socjalizacji oraz późniejszych nawyków żywieniowych, czasem mówi się że nawet od diety kotki ciężarnej.

Chcecie karmić karmą z pierwszego miejsca rankingu najlepszych karm świata? Super. Ale pamiętajcie, mimo tego Wasze zwierzę nie będzie niestety żyło wiecznie. Jeśli Wasz kot domaga się na na jakiś czas najtańszego przysmaku z supermarketu, zróbcie mu tę przyjemność.

Chcecie podawać zwierzakowi surowe mięso z dodatkiem suplementów? Idealnie. Ale jeśli jesteście w ciąży, macie w domu malutkie dziecko, kogoś ze słabszym układem odpornościowym (po przeszczepie lub w trakcie leczenia onkologicznego – chemioterapii lub naświetlań) to może nie być najlepszy pomysł. Pamiętajcie, że przechowywanie surowego mięsa w tej samej lodówce czy zamrażarce to loteria. Nie chcemy żeby Wasi najbliżsi ucierpieli. Przejście na jakiś czas na gotową karmę lub gotowane mięso nie zaszkodzi zwierzakowi.

Macie dwójkę dzieci, kredyt na 30 lat i średnią krajową, a przygarnęliście biedę ze schroniska? Nie macie czasu na wyliczanie proporcji surowej diety, na top karmę Was nie stać i wybraliście średnią półkę w markecie? Też dobrze! Tylko pamiętajcie, że kiedyś może nadejść moment, że potrzebna będzie bardziej specjalistyczna dieta, która może oznaczać większe koszty żywienia pupila.

Nie zamierzamy oceniać żadnego z tych wyborów. Bo wszystkie mają swoje za i swoje przeciw. Chcemy żebyście świadomie wybrali rozwiązanie najlepsze dla Was. Nie chcemy, żebyście mieli poczucie winy, że to być może Wasz wybór jedzenia przyczynił się do choroby zwierzaka.

Wszyscy właściciele są mile widziani w gabinecie weterynaryjnym. Wszystkim poświęcamy czas, uwagę i tak samo starannie zajmujemy się Waszymi zwierzętami. Pamiętajcie, że my i Wy mamy wspólny cel – chcemy, żeby Wasz zwierzak jak najdłużej był zdrowy! Prowadzą do tego różne drogi, wybierzcie właściwą i wygodną dla Was.

Czego możemy się dowiedzieć z badania moczu? Część II

Wiemy już jak wygląda prawidłowy wynik i czego szukamy w badaniu moczu. Teraz zobaczymy, co może się okazać, kiedy wyniki odbiegają od normy. W części drugiej – zapalenie pęcherza.

Kotka A. trafiła do lecznicy z powodu takich objawów:

  • czasem oddawała mocz poza kuwetą,
  • ostatnio częściej chodziła do kuwety, ale nie zawsze robiła siku,
  • zdarzało się, że kopała w piasku, przykucała, miauczała i wyskakiwała z kuwety,
  • w bryłkach żwirku lub kałużach moczu widoczne były czerwone pasemka krwi.

Objawy trwały przez parę godzin lub kilka dni, potem mijały, ale cała historia trwała parę miesięcy. Kotka poza tym czuła się świetnie, miała apetyt i była towarzyska, jedynie częściej lizała brzuch.

Oto co wyszło w badaniu moczu:

mocz1

Ciężar moczu jest prawidłowy, czyli wiemy że nerki pracują prawidłowo.

Odczyn jest obojętny – może się tak zdarzyć u zdrowego kota i jeśli zwierzę nie ma żadnych niepokojących objawów i reszta badania jest w porządku, raczej nie należy się tym przejmować. Aczkolwiek prawidłowy odczyn moczu u kota to słabo kwaśny. U tej kotki jednak jeszcze inne parametry niepokojąco odbiegają od normy.

Jest dosyć dużo białka. Zazwyczaj wiąże się to ze stanem zapalnym. Kiedy oznaczamy dodatkowo poziom kreatyniny w moczu, możemy wyliczyć proporcję, czyli stosunek białka do kreatyniny (oznaczany czasem skrótowo jako UPC – Urine Protein Creatinine Ratio). Jeśli mieści się w normie (jak w tym przypadku) jesteśmy spokojniejsi – oznacza to, że białko pochodzi z dolnych dróg moczowych, czyli pęcherza lub cewki. Podniesiona proporcja jest bardzo niebezpieczna, oznacza że białko pochodzi z nerek, a to nie powinno mieć miejsca.

Nie ma cukru ani ketonów, więc wiemy że kotka na pewno nie ma cukrzycy.

Ponadto widzimy, że obecne są barwniki krwi oraz całe krwinki białe i czerwone – potwierdza się krwawienie w obrębie dróg moczowych oraz stan zapalny.

Flora bakteryjna jest mierna – czy oznacza to, że na pewno nie ma infekcji? Niekoniecznie.

Nie znaleziono także kryształów w moczu – czy to na pewno wyklucza obecność kamieni? Niestety też nie.

U kotów zapalenia pęcherza mają często charakter idiopatyczny lub winne są kamienie. Kotce A. nic się nie zmieniło w życiu, nie było żadnych stresujących wydarzeń, nowych kotów ani domowników, a humor jej dopisywał. Ponieważ była starszą kotką z nadwagą, zdecydowaliśmy się wykonać prześwietlenie jako proste i szybkie badanie i mieliśmy odpowiedź, co się dzieje.

kamica1

Ukazały się piękne kamienie w pęcherzu. Wiemy że przewlekłym kamicom często towarzyszą wtórne infekcje bakteryjne, bo bakteriom łatwiej przeżyć kiedy w moczu pływa dużo krwi. Zrobiliśmy posiew moczu, okazało się że słusznie.

moczposiew

Antybiotyk przyniósł kotce ulgę i zwiększył bezpieczeństwo zabiegu operacyjnego. Usunęliśmy kamienie i zbadaliśmy ich skład.

moczskladkamieni

Szczawiany wapnianierozpuszczalne. Kiedy utworzą kamienie, operacja jest jedynym wyjściem. Po niej skupiamy się na zapobieganiu, dieta jest bardzo ważna. Najlepiej sprawdzają się specjalne karmy. Ważne też żeby kot wypijał odpowiednią ilość wody.

Fosforany amonowo-magnezowe, czyli struwity są bardzo powszechnie spotykane. Na szczęście są rozpuszczalne i na początkowym etapie choroby sama zmiana diety prawdopodobnie wystarczy.

Z prostego badania wysnuliśmy bardzo wiele wniosków, a całość zakończyła się poważną operacją. Ale było warto – kotka A. czuje się świetnie, sika tylko do kuwety i nic jej nie boli. Poza tym na przykładzie A. widać wyraźnie dlaczego nie ma sensu analizowanie wyników na odległość i w oderwaniu od pacjenta. Informacje od Opiekuna i badanie kliniczne to absolutne podstawy, żeby postawić diagnozę i skutecznie leczyć.