Co zrobić, by kot był zdrowy?

Poniżej przedstawiamy 5 sposobów, by w Waszej rodzinie zadomowił się zdrowy i szczęśliwy kot.

Skąd wziąć kota?

Przede wszystkim potrzebujemy kota, żeby móc go kochać! Skąd go wziąć? Odpowiedzi są dwie:
Pierwsza: adoptować. Każde schronisko i fundacja ma mnóstwo kotów, które szukają domu. Na pewno znajdziecie tam odpowiedniego dla Was. Pamiętajcie, by nie dać się zwieść uroczym pyszczkom kociąt – dorosłe i starsze koty też potrzebują domu. Kocięta szybko dorastają, poza tym są bardzo absorbujące i wymagają mnóstwo czasu i uwagi. Dorosłe koty mają lepiej znane charaktery i można bardziej polegać na ich osobowości – wolontariusze i opiekunowie kotów na pewno będą w stanie o nich Wam opowiedzieć, żebyście nie wzięli kota w worku 😉 Poza tym możecie poczuć się jak bohaterowie – adopcja naprawdę ratuje zwierzętom życie, a kto nie chciałby uratować kota?

Pamiętajcie jednak, że opieka nad kotem oznacza odpowiedzialność za jego życie i zdrowie. Najprawdopodobniej zostaniecie uprzedzenie o konieczności sterylizacji, wykonania szczepień ochronnych i odrobaczenia (lub Wasz kot będzie już po takich zabiegach). Poza tym jako nowi opiekunowie możecie nie zdawać sobie sprawy do czego zdolny jest ciekawski kot akrobata – dobrym pomysłem jest zabezpieczenie okien, balkonów i zamknięcie dostępu do leków, kuchenki i trujących roślin. To nie są fanaberie – obecnie jest możliwość zrobienia tego wszystkiego, więc ufajcie ludziom którzy mają większe doświadczenie. Ostatecznie wszystkim zależy na tym samym – aby Wasz kot był bezpieczny i byście mogli spędzić razem długie lata.

Druga opcja: możecie kupić kota z hodowli. Niektórzy wybierają kota rasowego. Nie ma w tym nic złego! Takie koty pochodzą z długich linii kotów dobrze dostosowanych do życia z ludźmi, a prawidłowa socjalizacja zapewnia przyjazny charakter. Możemy wybrać kota, któremu będziemy w stanie poświęcić odpowiednią ilość czasu na zabawę i pielęgnację – bo niezależnie czy kot jest łysy, czy długowłosy to ma określone wymagania i musimy zdawać sobie z nich sprawę.

Dobry hodowca dba o swoje zwierzęta i starannie wybiera domy i rodziny, do jakich trafią. Więc spodziewajcie się ognia pytań i prawdopodobnie również listy wymagań które musicie spełnić, by zapewnić kotu bezpieczeństwo.

Co jest ważne? Zawsze oglądajcie hodowlę i wszystkie koty, które się w niej znajdują. Oczywiście nie wymagajcie by hodowca wpuszczał pielgrzymki obcych ludzi do kotki z nowo narodzonymi kociętami, ale jeśli większość drzwi jest przed Wami zamknięta i wynoszone są tylko pojedyncze koty do pokazania – uciekajcie stamtąd. W dobrej hodowli nie ma mowy, byście dostali kociaka młodszego niż 12 tygodni, a prawdopodobne jest 16 tygodni i więcej. To jest gwarancja, że kot odbył prawidłową socjalizację pod opieką matki i w towarzystwie swojego rodzeństwa. Będzie mu łatwiej nawiązywać kontakty z innymi kotami, będzie bardziej pewny siebie, a to pozwoli uniknąć w przyszłości problemów zdrowotnych związanych ze stresem i lękiem.

Pamiętajcie by podpisać i otrzymać umowę kupna kociaka, to zabezpieczenie na wypadek nieprzewidzianych problemów. Jeśli macie wątpliwości lub pytania – szukajcie na stronach dobrych organizacji felinologicznych, pytajcie innych hodowców lub lekarzy weterynarii, którzy opiekują się hodowlami kotów.

 

Koniecznie zaszczep swojego kota i zapewnij mu profilaktykę.

Wizyta u lekarza powinna być jedną z pierwszych rzeczy, jakie zrobicie z nowym kotem, niezależnie od jego wieku i pochodzenia. Sprawdzimy, czy kot nie ma pasożytów, zarówno zewnętrznych (pcheł, kleszczy czy świerzbowca) jak i wewnętrznych. To służy zdrowiu kota, ale także Waszemu bezpieczeństwu – nie chcecie mieć w domu pcheł, a widok kota który zwymiotował kłębek wijących się glist zostanie z Wami na zawsze 😉Leki przeciwpasożytnicze są skuteczne i bezpieczne, a lekarz Waszego kota dobierze odpowiednie dla jego wieku i wagi. 

Podczas wizyty kot zostanie zbadany. Sprawdzamy zawsze płeć i czasem zdarzają się niespodzianki – kiedyś przyszła kotka Luna, która z gabinetu wyszła już jako kocurek Moon 😼 Poniżej możecie przeczytać o planowanym zabiegu sterylizacji lub kastracji.

No i najważniejsze – ustalimy plan szczepień ochronnych. Kocie choroby zakaźne na szczęście nie są zaraźliwe dla ludzi, więc Wy jesteście bezpieczni. Ale Wasz kot może się bardzo ciężko rozchorować z powodu infekcji wirusowej. Szczepienia są skuteczne i bardzo bezpieczne. Rodzaj szczepionki zależeć będzie od tego, czy kot będzie wychodził na dwór i w jaki sposób (na smyczy czy swobodnie), czy będzie miał kontakt z innymi kotami i jakie to będą koty, a także od jego dalszej planowanej kariery wystawowej czy hodowlanej. Pamiętajcie, że szczepimy również koty siedzące wyłącznie w domu! Niektóre wirusy są bardzo wytrzymałe w środowisku zewnętrznym i jeśli będziecie mieć pecha to możecie przynieść je na butach do domu i w ten sposób zarazić kota.

Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości lub pytania dotyczące opieki nad Waszym kotem i jego stanu zdrowia – pytajcie, lekarz podczas wizyty wszystko Wam wytłumaczy. Zawsze lepiej zapobiegać niż leczyć – profilaktyka służy temu, żeby Wasz kot uniknął chorób.

 

Czemu warto zrobić testy FeLV i FIV?

Przede wszystkim – co oznaczają te litery? F czyli feline, czyli koci. V to skrót od virus, więc wiemy już, że za zachorowanie odpowiada infekcja wirusowa. Wiemy też od razu, że będzie nam to utrudniać leczenie, bo w przypadku kotów nie ma w zasadzie leków, które zwalczą wirusa.

Teraz najtrudniejsze środkowe litery.
L to leukemia, czyli białaczka. Bo koty chorują na białaczkę wywoływaną przez wirusa. Najbardziej narażone są młode koty, one bardzo łatwo się zarażają. Jeśli tak się stanie, wirus wbudowuje się w materiał genetyczny i kot zostaje jego nosicielem do końca życia. Może w tym czasie zarażać inne koty. Wirus białaczki przenosi się przede wszystkim przez ślinę i długi kontakt – czyli wspólna pielęgnacja futerka między kilkoma kotami może prowadzić do zarażenia, jeśli któryś jest chory. Chore kotki mogą również zarażać wirusem swoje kocięta, które niestety wtedy praktycznie nie mają szans na przeżycie. Wirus niszczy układ odpornościowy i doprowadza do rozwoju nieleczących się infekcji, nowotworów i anemii.

Problemem w tej chorobie jest to, że zanim rozwiną się objawy nasuwające lekarzowi podejrzenie białaczki wirusowej, kot przez nawet kilka lat jest nosicielem. Czyli sam jest zdrowy, ale przenosi wirusa na inne koty. Dlatego zawsze przy adopcji kota warto zrobić test na nosicielstwo wirusa.

W drugiej chorobie I oznacza immunodeficiency, czyli niedobór odporności. Jeśli wydawało Wam się, że FIV brzmi trochę jak HIV to mieliście rację. Oba wirusy – ludzki i koci – zachowują się podobnie. Na szczęście nie przenoszą się między gatunkami, czyli nigdy człowiek nie zarazi się kocią chorobą ani kot – ludzką. Koty zarażają się przez seks oraz pogryzienia, czyli krew i ślinę. Wirus atakuje układ odpornościowy i z czasem powoduje rozwój kociego AIDS, czyli przede wszystkim nieleczących się zakażeń. Koty zazwyczaj bardzo cierpią z powodu ciężkiego zapalenia jamy ustnej i problemów z zębami. Mogą mieć też nawracające infekcje układu moczowego i skóry, na które nie pomagają antybiotyki. Choroba dotyka zazwyczaj starsze koty powyżej 6 roku życia, częściej kocury niż kotki i to takie, które przez jakiś czas żyły na wolności lub wychodziły z domu, a nie były kastrowane. Dorosłe i dorastające kocury walczą o terytorium i o kotki – tak ryzykowne życie oznacza, że mogą się zarazić wirusem. Jedyna optymistyczna wiadomość jest taka, że nawet kotki nosicielki wirusa rodzą zdrowe potomstwo.

Dlaczego warto wykonać test na nosicielstwo tych chorób u swojego kota?

  • Będziecie wiedzieć, czego się spodziewać w przyszłości. Koty nosiciele mogą wieść długie i szczęśliwe życie, ale ich zdrowie jest delikatne i może wymagać więcej troski i częstszych wizyt kontrolnych u lekarza.
  • Trzeba wiedzieć o ewentualnym wirusie u nowego kota, jeśli macie już kilka kotów. Nie warto ryzykować zarażenia innych ulubieńców.
  • Koty nosiciele nie powinny wychodzić same na dwór. Jeśli będą spotykać inne koty i wdawać się z nimi w bójki to po pierwsze same mogą znacznie bardziej ucierpieć (bo rany będą się zazwyczaj źle goić) i mogą też zarazić drugiego kota. Spacery nie są zakazane, ale raczej proponujemy szelki i smycz.

Kogo warto badać?

  • Wszystkie koty hodowlane – i zazwyczaj porządni hodowcy bardzo tego pilnują. Nikt nie chce wprowadzić sobie żadnej takiej choroby do grupy ukochanych i kosztownych kotów i ich w ten sposób narazić. Poza tym zdrowi rodzice to gwarancja zdrowych dzieci.
  • Wszystkie koty niewiadomego pochodzenia, mające kontakt z nieznanymi kotami. Bardzo namawiamy żeby badać każdego kota wziętego z ulicy czy piwnicy, każdego przybłąkanego, każdego urodzonego w domu, ale którego matką jest kotka która wyszła z domu i wróciła już w ciąży (matkę wtedy też warto zbadać i przede wszystkim – wysterylizować!).
  • Koty wychodzące powinno się badać co jakiś czas, zwłaszcza jeśli wracają pogryzione, bo pozwoli to wychwycić zarażenie jeśli do niego dojdzie.

Czy można zapobiegać?

  • Przeciw białaczce można kota zaszczepić, obecnie szczepionki są bardzo skuteczne i bezpieczne. Szczepić powinno się koty wolne od wirusa, więc przed podaniem szczepionki trzeba zrobić test. Jeśli kot już jest nosicielem, szczepienie mu nie zaszkodzi, ale kompletnie nie ma sensu, więc nie warto wtedy wydawać na nie pieniędzy.
  • Na FIV niestety na razie nie ma lekarstwa ani skutecznej metody zwalczania samego wirusa. Natomiast wiedząc jak ten wirus się przenosi, możemy zapobiegać zarażeniom przede wszystkim przez kastrację kotów i kotek wychodzących.
  • Na szczęście oba wirusy szybko giną w środowisku, więc do zarażenia potrzebny jest drugi kot i to w bardzo bezpośredni sposób. Nie można ich złapać wychodząc na balkon lub na smyczy na podwórko ani przynieść na butach do domu.

Na koniec jeszcze kilka słów o samym teście. Jego najprostsza wersja wygląda trochę jak test ciążowy, taka sama jest też metoda działania – jedna kreska oznacza że test działa, dwie kreski – że jest dodatni, czyli niestety mamy zarażonego kota. Do jego wykonania potrzeba jednej kropli krwi, a wynik mamy po 10 minutach.

Tutaj widzicie przykładowy test – niestety dodatni na FIV (czyli kot ma wirusa FIV), a ujemny na FeLV (czyli kot nie ma białaczki). Jedna kreska na wysokości C oznacza, że test został prawidłowo wykonany, a ewentualna druga kreska na wysokości T oznacza, że wynik jest dodatni.

 

Więc jeśli Wasz kot nigdy nie był badany, a myślicie że mógł mieć kontakt z wirusem – warto umówić się na wizytę i zrobić test.

 

Dlaczego sterylizacja jest konieczna?

Temat prosty i z naszego punktu widzenia – bezdyskusyjny, czyli sterylizacja. Każdy kot niehodowlany (i mamy tu na myśli porządne hodowle, prowadzone przez ludzi z pasją, wiedzą i wizją) powinien być wykastrowany. Zresztą wiele hodowli sprzedaje kocięta “na kolana”, czyli nieprzeznaczone do dalszej hodowli, już po zabiegu sterylizacji.

Zabieg jest wykonywany w narkozie, więc kot nie wie, co się dzieje i nie czuje bólu. Dostaje też leki przeciwbólowe na 2-3 dni po operacji, żeby czuł się komfortowo.
Koty wolno żyjące kastrujemy głównie po to, żeby się nie rozmnażały i nie zarażały chorobami (przede wszystkim FIV, o którym pisałyśmy wczoraj). Zabieg wydłuża kotom życie i zwiększa ich bezpieczeństwo. Również dlatego, że wykastrowane koty są mniej uciążliwe dla ludzi – nie znaczą moczem terytorium i nie przyprowadzają kociąt, więc jest mniejsze ryzyko, że ktoś zrobi im krzywdę.

Koty domowe wychodzące na dwór powinny być wysterylizowane z tych samych względów, co wymienione powyżej. Dodatkowo Wasz kot będzie generował mniejsze koszty, bo nie będzie wracał pogryziony – jego instynkt terytorialny będzie trochę słabszy, a kot będzie miał mniejszą potrzebę wdawania się w bójki. Wykastrowana kotka nie dość, że nie będzie wracała ciężarna (a dlaczego będzie zawsze, możecie przeczytać tutaj) i nie będzie narażona na pogryzienie i choroby, to jeszcze nie będzie przyciągała chmary “wielbicieli” – kocury uganiające się za kotką wrzeszczą okropnie całymi tygodniami i sikają gdzie popadnie, a to jest mega uciążliwe.

Koty siedzące w domu będą po prostu szczęśliwsze i bardziej kochane. Niekastrowany kocur ma dużą potrzebę znaczenia moczem terytorium, więc nie dość, że sika po kątach, na buty i ubrania, to jeszcze jego mocz ma wyjątkowo nieprzyjemny i trudny do pozbycia się zapach. Kotki mniej śmierdzą, ale też zdarza im się znaczyć teren, zwłaszcza w okresie rui.

No i sprawa przyszłości – niesterylizowane kotki mają ogromne szanse na ropomacicze (czyli bardzo poważne zapalenie macicy, choroba prowadzi do śmierci kotki jeśli nie zostanie szybko podjęte leczenie) oraz nowotwory sutka. W przypadku kotek ten nowotwór jest w około 90% przypadków złośliwy lub bardzo złośliwy. Szybko daje przerzuty, a jego leczenie wymaga rozległych operacji, nawet gdy znajdziemy tylko małego guzka. A sterylizacja przed ukończeniem 6 miesiąca życia zmniejsza ryzyko rozwoju nowotworu o 91%!

Więc chyba jest jasne, że łatwiej (i taniej!) jest zaplanować zabieg u młodego zdrowego zwierzęcia niż organizować w przypadkowym czasie operację ropomacicza lub rozległą mastektomię i ponosić koszty wszystkich dodatkowych badań i skomplikowanego leczenia pooperacyjnego.
Czy zabieg niesie ze sobą ryzyko? Tak. Jak każda operacja w znieczuleniu ogólnym i w przypadku kotek – na otwartej jamie brzusznej. Mogą się zdarzyć komplikacje czy nieprzewidziane reakcje na leki. Czy jest to duże ryzyko? Nie. Obecnie medycyna weterynaryjna naprawdę jest na wysokim poziomie i zapewnia nowoczesne leki i duże umiejętności chirurga.
Najczęstszą obawą Opiekunów jest to, że kot po zabiegu przytyje – rzeczywiście jest nieco bardziej zwiększona tendencja do przybierania na wadze, ale jednak głównie zależy to od ilości przyjmowanych kalorii.